StefanFork i eSWueLe czyli pozycjonowanie peel.

Większość wpisu powstała w miniony weekend, kiedy zrelaksowany stukałem w laptopa już praktycznie leżąc w łóżku. Polecam czytać go też w takiej pozycji i o takim poziomie relaksacji ;-)

SWL czyli system wymiany linków

Niedawno na PiO padło pytanie czym jest ten skrót, także mam nadzieję, że po odpowiednim wypozycjonowaniu (naturalnym rzecz jasna) wszyscy wpisując w Google ten skrót będą trafiali tutaj.

Tak więc po pierwsze, drodzy przyszli manipulatorzy indeksem Google: SWLe są nie polecane przez, przez pracowników Google, a za ich używanie możemy (i powinniśmy) spodziewać się reperkusji ze strony wielkiego G. Myślicie że w pl nam nic nie grozi? ;-) Pomyślcie jeszcze raz:

Kaspar - czyli Google na Blipie

Po drugie – najczęstszą karą dla stron emitujących linki z SWL jest oczywiście filtr na wszystkie frazy oraz zerowanie PageRanku –  dla przykładu moja strona z lat młodości , która podczas ostatniego updejtu PR  zaliczyła spadek na wszystkie frazy (z pierwszej trójki do 30stki) oraz zerowanie z PR3.

Jeśli też jesteście w takiej sytuacji, to – bez ironii – polecam zdjąć wszystkie linki i przyznać się przed Google w Webmaster Tools, że byliśmy źli, ale że już nie będziemy i wysłać prośbę o ponowne rozpatrzenie. Dla spokojności ducha, uruchomiłem dodatkowo kampanię Adwords dla tej strony – kokosów nie wydam, bo fraza jest prawie nie oblegana, a zawsze pojawię się w odpowiednim miejscu. Teraz czekam.

No a po trzecie: cytat z Google

Nie bierz udziału w programach wymiany linków służących rzekomo poprawie pozycji witryn w wynikach wyszukiwania lub w rankingu PageRank. W szczególności unikaj linków do spamerów sieciowych i witryn ze „złych okolic sieci”, ponieważ może to pogorszyć pozycję w rankingu.

Wszystko jasne? No to o co chodzi właściwie z tymi SWL’ami?

Google stanowisko w sprawie SEO ma jasne: możemy zoptymalizować odpowiednio naszą stronę, a także utworzyć unikalną i wysokiej jakości treść. Po wykonaniu tych czynności pozostało nam już tylko czekać na docenienie przez innych użytkowników internetu, którzy zgodnie z logiką (logiką Google) zaczną do nas linkować sami z siebie. Możemy też dodać się do branżowych katalogów, uważając żeby były naprawdę branżowe (czytaj do DMOZ’a się możemy dodać ;) ).

Później możemy starać się zdobyć linki i traffic metodami socjalnymi, czyli wszystkie WykopoDiggo podobne serwisy, a także mikroblogi, czyli w zasadzie BlipoTwitter, który pomoże nam zbudować jeśli nie linki, to na pewno traffic (a jak mamy długotrwały traffic, to mamy też linki, bo ludzie  zaczną do nas linkować).

StefanFork socjalny.

To teoria (i praktyka w anglojęzycznym SEO) ale my, rozpatrzmy teraz przykład Stefana, który jest z Polski i prowadzi niszowy sklep internetowy sprzedający sztućce – StefanFork. Nie opłaca mu się zlecać pozycjonowania firmie SEO, a na AdWords póki co nie ma środków.

Optymalizacja strony Stefana – stefanfork.pl wykonana jest poprawnie, treść w postaci fotek pięknych sztućców też. Wszystkie największe katalogi w sieci mają wpisy z linkami do sklepu Stefana. Nikt jednak – pomimo kilkumiesięcznego stażu sklepu w sieci – nie linkuję do Stefana pisząc, że widział tutaj naprawdę fajne widelce (zaskoczeni? ;-) ).

Stefan próbuje wziąć sprawy w swoje ręce i zgodnie z wytycznymi Google szuka stron które są tematycznie powiązane z jego sklepem i rozsyła do nich mejle z prośbą o link do niego. Na 25 wysłanych mejli, dostaje 3 odpowiedzi odmowne i jedno wymowne „chyba cię poje***o”.  Pozostali właściciele stron milczą.

Stefan jednak nie poddaje się i postanawia sprowadzić widelce z dalekiej Afryki. Wie, że widelce wykonane z kości (nie chcemy wiedzieć czyich) mogą zainteresować użytkowników sieci i liczy na co najmniej główną stronę wykopupeel. Niestety, gdy tylko zamieszcza tam swoje linki, zostaje zwyzywany i obrażony w sposób o którym będzie mógł opowiadać swoim dzieciom, a jego materiał na temat widelców zostaje oznaczony jako „spam nie nadający się na główną stronę”. Ten sam los czeka też przyszły wykop o łyżkach i nożach kuchennych.

Stefan ponownie jednak nie załamuje się. Przez kilka tygodni powoli buduje sieć przyjaciół na polskim mikroblogu – Blipie. Gdy śledzi go już ponad 100 osób, przechodzi do ofensywy i zaczyna informować wszystkich nie tylko o tym, że zjadł właśnie zupę – jak większość użytkowników blipa – ale także czym tą zupę je, oraz zamieszcza linka do owej pięknej łyżki.  Niestety, ponownie nikt nie jest zainteresowany.

Facebook nie okazuje się też tym co Stefan sobie wyobrażał, a i wejść z profilu na Naszej Klasie  jest jak na lekarstwo. Stefan zaczyna myśleć, że odpowiednie pozycję na jego frazy są nie do osiągnięcia.

PiOzycjonowanie.

Pewnego dnia Stefan odnajduję forum na którym ludzie zachwycają się systemami wymiany linków, dzięki którym mogą w szybkim czasie uzyskać zadowalające pozycje na frazy na które chcą być znalezieni.

Stefan dołącza do jednego, wykupuje pakiet punktów i wpisuje do okienka odpowiednie frazy. Po kilku tygodniach zaczyna obserwować powolny wzrost pozycji na dane frazy. Ludzie zaczynają go odwiedzać, zaczyna sprzedawać sztućce.

To pierwsza część dłuższej serii wpisów prezentujących polskie Systemy Wymiany Linków przeznaczonych dla raczej początkujących. Sam nie przypuszczałem, że będę tutaj o tym pisał, ale ostatnimi czasy nowy userzy PiO mnie załamują ;-) Zresztą, mi też przyda się wizyta na tych wszystkich nowych SWL’ach.

SeoNiewypał Jeża?

Postanowiłem zajrzeć wreszcie do panelu SeoDopalacza Jeża, o którego starcie pisałem w lipcu 2008 i do którego stworzyłem odpowiednią wtyczkę do Wordpressa.

Bilans prezentował się następująco 72 strony typu Pressel Page, większość na unikalnych IP i nowych, specjalnie zakupionych do tego celu domenach. 29 dodanych artykułów, które uprzednio zamówiłem i opłaciłem.

Każdą z domen sprawdziłem po kolei  (czy presell istnieje, PR, site/ban), a efektami kontroli podzielę się z Wami.

Na 70 domen, 14 nie działało, w tym tylko 6 było nieaktywnych w panelu, co dawało mi mnóstwo pustych punktów.

70-14=56

na 56 domen 16 było zbanowanych w Google.

56-16=40

na 40 domen, jedna ma PR2, a 13 Pr1.

Ze sprzedaży zarówno małych punktów jak i dużych zarobiłem w sumie 0 złotych, 0 groszy.

Na kupno domen, serwera, artykułów do precli wydałem trochę za dużo.

Jakieś tam pozycję widać w panelu linków, ale bez żadnych rewelacji. Przy tym nakładzie kasy i czasu, takie, a myślę, że dużo, dużo lepsze pozycje mógłbym osiągnąć w każdym innym systemie wymiany linków, czy nawet używając zwykłych precli.

Na PiO trwa dyskusja nad tym, czy userzy powinni dostawać jakieś bonusy za to, że przedłuża domeny. Ja byłbym za zwrotem kosztów, bo tylko to uratuje te domeny, których nawet nie opłaca się przedłużyć i zmienić treści licząc na linki i wyższy PR. Sorry Jeżu, ale tak jak można przeczytać u mkane, założenia świetne, ale rzeczywistość przerosła wszystkich wizjonerów.

Chociaż może to ja się nie znam, jakie są wasze doświadczenia z SeoDopalaczem?

Google dla blogerów

Google ostatnio pomaga wszystkim jak może, udostępniając wskazówki dotyczące SEO, wypuszczając piękny klikohit czy banując SWLe (których oczywiście jako prawdziwi WhiteHatowcy nie używamy).

W centrum pomocy dla webmasterów pojawił się artykuł specjalnie dla blogerów, w którym Google pomaga wszystkim nie wiedzącym po co mają bloga, odnaleźć się w tym nowym środowisku. Nie jest to nic nowego, powiedziałbym nawet, że nikomu się nie przyda, no ale skoro Google uznało, że warto to każdy bloger musi też tak uznać. W końcu jak Google każe nam skakać, my przejęci pytamy: jak wysoko?

No i w ten sposób, łatwo ustalić sobie pewne minimum, które wiadomo że trzeba robić, żeby Google kochało nas (blogerów) i nasze blogi.

Tutaj znajduję się oryginalny artykuł. Jak widać został podzielony na 3 częsći.

Tworzymy dobry content (no kto by pomyślał?)

– piszmy dużo i często. Wg Google częste wpisy powodują, że czytelnicy wracają do nas o ile oczywiście treść jst odpowiednia. No i oczywiście, Google namawia nas do szukania informacji (nie zgadniecie gdzie?) na tematy dotyczące naszej niszy i jeśli nie potrafimy znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi – sami o tym napiszmy!

– trzymamy się wytycznych Google dla webmasterów – duh! chciałoby się powiedzieć ;)

– kategoryzujemy posty – czyli kategorie i tagi to świetny pomysł (duh! po raz drugi)

– upewniamy się że blog jest łatwo dostępny dla robotów (znaczy userów) – pod tym tytułem Google chciało powiedzieć żebyśmy linkowali do swojego bloga oraz umieścili nasz blog w domenie, lub subdomenie naszej strony firmowej or www.example.com/blog).

– (uwaga!) usuwamy spam z komentarzy, a może nawet zapobiegamy jego powstawaniu dzięki odpowiednim wtyczkom

– piszemy unikalne posty. zwłaszcza jeśli uczestniczymy w programach partnerskich, to staramy się nie kopiować i wklejać, bo Google lubi jak jest ładnie i unikalnie, jasne?

Tworzymy blog very-very-user-friendly

– tworzymy odpowiednie tytuły dla naszych postów, dzięki czemu user będzie zadowolony (a jak user to i Google, naturalnie), odpowiednie tytuły tworzą nam automatycznie odpowiedni wygląd linków, co wprowadza Google w jeszcze większą ekstazę

– udzielamy się w społeczności blogerów – czyli komentujemy u innych, piszemy na różnych forach, bo jeśli piszemy ciekawe komentarze to czytelnicy danej strony chętnie odwiedza i nas. (hurra!)

– tworzymy kanał RSS, w którym udostępniamy cały artykuł, a nie tylko skrót. Może to skutkować tym, że w pewnym okresie ludzie nie będą wchodzić bezpośrednio na naszą stronę, ale w dłuższej perspektywie przynosi to dobre skutki (aż się chce zapytać Google jakie?)

Webmasters Tools

– dodajemy bloga do Google Webmasters Tools

– weryfikujemy go

– dodajemy mapę strony

A jak już to wszystko zrobimy, to szukamy bardziej zaawansowanych wskazówek na blogach, bo na wskazówkach Google daleko nie zajedziemy :)

Collateral Damage

Załóżmy sobie rzeczy następujące:

1. Budzimy się pewnego dnia i wszystkie nasze strony podłączone do systemu wymiany linków (reklamowych) mają bana w Google.

2. Po podwójnym samospoliczkowaniu się, i sprawdzeniu na różnych 15 DC, bany ciągle się utrzymują.

3. Wszystko to dzięki walce na górze. Walki Szooka & Spółki z właścicielami SWL.

Staram się o w miarę obiektywne podejście do sytuacji, na tyle na ile pozwala mi na to fakt, że sprzedaję (chociaż juz nie jestem pewnien kolejnego miesiąca i przedłużenia działania mojej firmy w AIP) punkty w systemach wymiany.

Zastanawiacie się jak doszło do tej sytuacji?

Ja też.

Szook na blogu Lexy napisał (bez złośliwości i wycieczek osobistych – co od razu odbiera się w sposób zupełnie inny niż na PiO)

Pawle mógłbym odnieśc się podobnie, swl kiedys wkroczyły na rynek SEO i rozwalały jego inną idee tworzenia małego wartościowego zaplecza.
Myslisz, że to konkurencyjnośc wymaga miliona BL, nie – to SWL napedzaja się wzajemnie i swoich uzytkownikow. Ktorzy dzis daja wiecej i wiecej, ee spadłem o oczko dodam 20 k pkt. BL rosnie, nastepny doda 40 tys.
Czy taka jest idea seo, przecież doprowadza to do chorej sytuacji w ktorej niszowki wymagaja strasznego BL i faktycznie dobry serwis ma ograniczone możliwosci.

Nikt nie zaprzeczy, że jest to problem, zwłaszcza dla firm SEO, dużych firm SEO, których nakłady punktów na frazy ciągle się zwiększają, co przy (zbliżającej się?) recesji będzie powodowało nieopłacalność działania na rynku. Jeśli byłbym właścicielem firmy SEO, to taka sytuacja nie byłaby dla mnie zbyt ciekawa, i zamiast walczyć na coraz większe miecze, których powoli nie da się już unieść, doprowadziłbym do zmiany broni na lżejszą.

Więc punkt dla Szooka.

Ale, branża jaka jest taka jest. Kilku(nastu?) wielkich graczy i mnóstwo szaraczków (taki ja np), którzy starają się w tym wszystkim odnaleźć. Duży sobie powalczy z dużym, rozwali SWL’e, dochody spadną mu o 1/3 , ale luzik, duży da sobie radę.

Szaraczek za to dostanie z odłamka i zakończy działalność w sełobranży. Skoro 99% ludzi z PiO korzysta z SWLów, tzn że Ci sami ludzie tworzą precle, katalogi, dodają wpisy, dbają o te nasze polskie (kiepskie) seofundamenty, które mogą nie wytrzymać zmiany warty przy korycie, którym teraz są SWLe.

To dzięki SWLom pozycjonowanie „wyszło do ludzi”, Paweł Kobis pewnie sam tego nie przewidział, tworząc sławna kampanie promocyjną Linkorna opartą na banerach z ‚towarzyszami’ którzy nawoływali do rewolucji.

Ta rewolucja przyszła. Ostatnio w pubie rozmawiałem z kobietą, która naprawdę miała pojęcie czym jest pozycjonowanie i wiedziała, że wyniki w Google nie są naturalne.

Skoro pozycjonować może teraz każdy, to w interesie dużych firm powinno być, albo stworzenie własnego SWL’a i uczynienie go najlepszym, albo dążenie do sytuacji w której staramy się powrócić do dawnego stanu rzeczy, czyli do pewnej SeOlitarności. Obie sytuacje możemy obserwować w SeoPolsce już od jakiegoś czasu.

No i teraz co będzie lepsze, jeszcze kilka SWL’i czy mała nuklearna zagłada i budowanie wszystkiego od początku?

2 sytuacje:

1. Powstaję jeszcze kilka SWL’i, każdy dodaję te same strony, moc linków maleje, cena punktów spada, opłacalność spada, trzeba produkować więcej, wreszcie dochodzimy do sytuacji w której rynek jest zbytnio nasycony, bo nie ma klientów którzy będa w stanie płacić wielkie stawki za niegdyś proste frazy. Przestajemy zarabiać.

2. Wszystkie nasze strony dostają banana, wszyscy nasi klienci odchodzą, przestajemy zarabiać. Seo wraca do podziemia, ale przecież firmy ciągle potrzebują podwykonawców, ktoś proponuję jakieś nowe rozwiązanie, które ponownie pozwoli na uproszczenie procesu. Maszyneria znowu rusza..

Jakkolwiek by się nie stało, po dupie dostaniemy i tak my. Czarnuchy. Dostarczyciele punktów, pielęgnujący katalogi i precle, stawiający MFA, zbierający na punkty, które możemy sprzedać. Dlatego nie powinniśmy mieszać się do walki na górze, nie powinniśmy wspierać żadnej ze stron. Powinniśmy robić swoje i dywersyfikować przychody. Mamy dochód z SWL’i, fajnie, ale niech to będzie 30% całości. Mamy swoje strony w SWL, fajnie, ale niech to nie będą wszystkie domeny. Stawiamy totalne śmieci, fajnie, ale postawmy coś wartościowego (chociażby raz na jakiś czas).

I ja naprawdę nie piszę teraz o PiOkemonach którzy najpierw postawia precla, a potem pytają po co im on. Mówię o ludziach, którzy wiążą przyszłość z branża, ale może są podwykonawcami, których może nie interesują najwięksi klienci i rozmowy z nimi (w szczególności to), i może chcą po prostu fajnie zarabiać, ale nie być koniecznie w mainstreamie i bić się o top 3 w bieliźnie.

Mnie te całe podchody po prostu zwyczajnie stresują (efekty podchodów wkurzają, zwłaszcza jak chce odpocząć), co z jednej strony jest fajne, bo ciągle coś się dzieje i mogę działać, ale z drugiej strony czuje się ciągle zagrożony i to nie ze swojej winy. Może i się teraz skarże, może to i totalna prywata, ale to w koncu blog, mogę pisać co chce.

I w sumie totalnie straciłem wątek i sens tego postu, więc zanim przyjdzie mi do głowy myśl o skasowaniu wpisu, napisze tylko, że potrafię zrozumieć Szooka, ale też potrafię zrozumieć stronę przeciwną. Obie dąża do czegoś nowego, i prędzej czy później, do efektów tego co zrobią, trzeba się będzie dostosować.

Myślę, że to ostatnie zdanie idealnie oddaje sens tego postu. Skoro ewolucja pozwoliła nam dostosować się do takiego trybu życia jaki prowadzimy teraz i nie musimy już polować na mamuty, to brak SWL’i też nie powinien nas aż tak obchodzić. No ale znowu, co jest złego w jedzeniu mamutów?*

A jak równowaga nie zostanie zachwiana w żadną stronę i nic się nie zmieni? Cóż, zarabiać i tak będzie trzeba. Zdrowe podejście do tematu ma kolega Pajmon, który korzysta zarówno z SWL jak i w po kryjomu produkuję tematyczne zaplecze, przy pomocy osławionego bota Małgonetki ;) Na swoim blogu napisał bardzo ładnie:

Smutne, bo żegnanie tego co znane i wydające się bezpieczne jest smutne. Przygotowywanie się na Nowe jest za to tym bardziej ekscytujące ;-)

Dobranoc Państwu ;)

* autor czyta za dużo książek o tematyce behawioralnej i ewolucyjnej, co jest zboczeniem po kierunku studiów

I won’t go down in history…

Tak między nami to mój poprzedni post wzburzył porządnie kilka osób, czego dowody mam zarówno w komentach jak i na swojej skrzynce.. ale chyba nie będę się tym przejmował skoro i tak zostanę zniszczony.

Dlatego nie dość, że nie zaprzestanę tego okropnego procederu, to jeszcze pokaże po kolei co i jak robić, jeśli ktoś z „powykręcanych moralnie polaczków” takich jak ja, chciałby też coś zarobić. Nie jest to moja metoda. Nie jest to nowa metoda. Nie jest to super tajna metoda, po prostu nikt jej u nas jeszcze nie opisał.

Kilka zasad:

1. Nie tworzymy stron na całe życie. Nie tworzymy ich nawet na rok. W zasadzie takie strony postoją jakieś 3-4 tygodnie, bo tyle uda się je utrzymać zanim dostaną bana w Google.

2. Każda domena na siebie zarabia. Czy to przez Adsense, czy przez sprzedaż punktów w systemach wymiany, czy przez co tam chcecie, a potrzebujecie trafficu żeby zarobić.

3. Dostaniecie bana na tą domenę jeśli nie będziecie przestrzegać punktu pierwszego. Wiem. Sprawdziłem to kilka dni temu gdy poleciało mi ~40 domen. Wiem, że szkoda taka stronę zdejmować, ze może jeszcze coś zarobi skoro tak dobrze idzie, że a nuż widelec.. Nie. Nie uda się. Dostanie bana i to jest jedna rzecz której możecie być pewni.

4. To nie jest żadne blackhat, nikt nie traci na tym co robimy, nikogo z niczego nie okradamy.

5. Blogerzy nie wiedzą co to RSS, nie wiedzą, że wszystkie ich posty znajdują się przypuśmy na wordpress.com i że każdy tag ma tam swój własny kanał RSS. Nie wiedzą, że sami udostępniają innym swoją treść, nie wiedzą że nasza strona to może być nasz mały prywatny agregator RSS (a co nie może? Google samo sie na niego wchodzi i indeksuję, nikt go nie zaprasza. Jak chce banować to be my fucking guest, ale nie mylmy prawa z pieprzonymi wytycznymi Googla. Dla wszystkich typu skoro-nie-chcesz-Googla-to-zrób-noindex – jestem początkującym użytkownikiem internetu. Nie wiem o co chodzi. Jakieś no-index? Stworzyłem sobie stronę i agreguję na niej moje ulubione blogi, co w tym złego? :( ).

6. Skoro tego ^ nie wiedzą to będą się skarżyć. Będą wysyłać skargi do naszego hosta, do Adsense (czy czego tam używacie) i zapewne znajdziecie się na czarnej liście splogów na wordpress.com. Ponownie, proszę bardzo, strona będzie istnieć jakieś 3 tygodnie, zarobi na siebie, zarobi na Ciebie i zniknie.

7. Co robimy ze stroną po 3-4 tygodniach? Wywalamy WordPressa, wstawiamy htmla z keywordami, dorzucamy Adsense. Menda (tak, menda. Jeśli dostaję za darmo podlinkowany post i traffic ode mnie za fragment tekstu i mu źle, to jest mendą i tyle) która zapewne narzekała na to, że jej posty pojawiają się na Twojej będzie szczęśliwa, że jej narzekania poskutkowały. Win-Win.

8. Taką stronę możemy potem wykorzystać w recyklingu (za kilka miesięcy powtórzyć od początku), możemy też zrobić 301 na naszą inna wspaniała white-hat stronę, która akurat jest w tej samej tematyce i linki które zdobyliśmy się jej przydadzą, a nam samym przyda się traffic z trackbacków z blogów, które tak okropnie okradaliśmy z postów (wstydźmy się!).

Ok, teraz brudna robota.

1. Instalujemy WordPressa.

2. Znajdujemy sobie niszę, i kilkanaście kanałów RSS – mała podpowiedź, co ma jak wyglądać – http://wordpress.com/tags/music/feed/

3. Instalujemy zmodyfikowaną wersję WP-Autoblog. Modyfikacją polega na tym, że przed każdym postem jest doklejana formułka w stylu:

[autor] wrote an interesting post on [nazwa bloga]. Here’s the excerpt:

[treść postu]

[Read the whole article at [link do oryginalnego postu].

(Radze poedytować plik wp-autoblog.php i pozmieniać treść tych dopisków, nie chcemy zostawiać śladów życzliwym, prawda?)

Dzięki temu mamy o połowę mniej narzekania od zbulwersowanych blogerów, a czasami nawet dostajemy podziękowania za miły gest (to pewnie od tych powykręcanych moralnie amerykańców, którzy nie widzą jaką im wyrządzamy okropną szkodę).

4. Ustawiamy wtyczkę dodajemy reklamy albo instalujemy SWL(R), w zasadzie to co tam chcemy.

5. Zarabiamy.

6. Jeśli nie zarabiamy, to stawiamy więcej blogów na domenie, albo zwiększamy liczbę kanałów RSS, albo zmieniamy reklamy, cokolwiek. Strona musi zarabiać (a golem musi pracować – za dużo Pratchetta :) ).

7. Powtarzamy, powtarzamy, powtarzamy.. aż wykończymy serwer.

8. Tyle, do roboty.

… but I will go down on your sister.

PS. Dla wszystkich dbających o czystość internetu: Jeśli tak dbacie o czystość, to ruszcie tyłki i posprzątajcie własne podwórko, czy klatkę schodową. Co? Za trudno? Trzeba się ruszyć sprzed kompa i potem nie można się nikomu chwalić, że dbasz o czystość? Cóż.

Why so serious?

Normalnie, gdy tracę jednej nocy 9 domen i jakieś 50tys punktów w systemie wymiany linków reklamowych, to jestem trochę zły, zwłaszcza, że wiem że to zwykły donos, a nie niewidzialna ręka Googla. Normalnie zabieram się za kalkulację i liczę ile straciłem, ile muszę odpisać z miesięcznego planu, ile muszę zainwestować i zaczynam szukać najszybszej metody na zwrot tej kasy (tak kasy, bo ja nie straciłem strony internetowej, która kocham i dopieszczałem od 5 lat, straciłem efekt swojej pracy, produkt, straciłem swoje pieniądze – tak to do Ciebie – podpierdalaczu). Normalnie odpuszczam sobie prace na jeden dzień, idę na rower, piwo. Normalnie, właśnie tak jest.

Dzisiaj jednak nie jest normalnym dniem.

Za 3 dni, wyjeżdżam na wakacje – w Tatry. W Tatry które kocham i do których wyjazdu sobie nie odpuszczę. Przez ostatnie 2 lata dużo w moim życiu się zmieniło, dlatego musiałem zainwestować w laptopa, nową komórkę, musiałem to zrobić w ostatnich dniach i naprawdę nie przewidziałem, że ktoś dla własnej przyjemności zacznie zgłaszać moje strony (nie, nie było ich na żadnej liście), akurat teraz. Wiem, że to co było wczoraj to tylko początek, bo resztę stron jest bardzo łatwo wyłapać i wiem już też ile tej kasy stracę (tak kasy, nie stron). Panu podpierdalaczowi (kimkolwiek jesteś) naprawdę dziękuję, dało mi to wiele do myślenia i zainteresowałem się tymtym. Od września na pewno skorzystam. Od września zajmę się też innymi systemami wymiany. Jakimi? Nie z Polski. To jedyny wyznacznik.

Teraz czas na kawe i zarwanie nocy.

Jeżodopalacz na start.

Długo oczekiwany, ostro testowany, nowy system wymiany linków, już jest. Jeżodopalacz, znany także jako SeoDopalacz wystartował.

W naszym kraju mamy pełno systemów wymiany linków, stałych, dynamicznych, stało-dynamicznych ( ;) ), co więc wyróżnia system Jeża? To, że nie jest ani SWL’em dynamicznym, ani stałym. SD to system presell pages, które każdy użytkownik stawia samodzielnie, po czym używa linków ze stopek swoich normalnych stron do zaindeksowania wpisów. Zawiłe? To po kolei:

Cytując pomoc systemu:

SeoDopalacz by Excluseo to system wymiany linków, czyli program wspomagający pozycjonowanie stron w popularnych wyszukiwarkach internetowych (Google, Live, Yahoo). SeoDopalacz jest systemem oferującym tematyczne linki presell page stałe (dożywotnie) w treści oraz bezpośrednie linki 14-21-dniowe, w treści.

Pierwsze wrażenia po zalogowaniu – o co tutaj chodzi? ;) Na szczęście pomoc systemu jest zrobiona profesjonalnie i nawet największy laik sobie poradzi.

Główne założenia:

  1. Mamy duże punkty, które dostajemy za udostępnianie serwerów i (sub)domen na automatyczne, systemowe Precle, banalne i szybkie w instalacji
  2. Mamy małe punkty, które dostajemy za podpinanie linków w stopki naszych zwykłych stron (jak w każdym innym systemie), i które służą zarówno do indeksacji naszych precli jak i są linkami bezpośrednimi do stron pozycjonowanych
  3. Dodajemy linki i piszemy artykuły, które wyświetlają się w sieci precli i pozycjonują naszą stronę

[+]

Podoba mi się to, że na każdy dodany link, pod groźbą kary systemowej musimy wstawić artykuł (w praktyce podoba mi się to mniej, ale wrodzona leniwość ludzi testujących – a więc pozycjonerów – do generowania przyzwoitej treści, to raczej standard). Podoba mi się nowoczesna koncepcja – każdy skrypt pinguje do serwisów agregujących jak i do swoich kolegów precli, każdy ma swój kanał RSS i mapę strony. Z ciekawych rzeczy można też wspomnieć o kontroli nad nadużyciami przez samych użytkowników, którzy mają możliwość moderacji precli, artykułów jak i samych linków.

[-]

Nie podoba mi się, to że.. no ok, damy systemowi tydzień wakacji od krytyki, i miejmy nadzieję, że wszelkie usterki techniczne zostaną naprawione.

System właśnie wystartował, więc zapraszam do rejestracji :)

pozycjonowanie
Jeśli ktoś myślał ze link jest z refem, to się nie mylił :)

Koledzy blogowicze o SeoDopalaczu:
FabrykaSpamu
Pajmon
Web Marketing

Edycja: 22 lipca
Jeż o swoim dopalaczu

Indeksujecie? Indeksujemy!

Połowa kwietnia 2008

strona: księgarnia internetowa Aragon z ESCPartners

site Google: 1200 -1500 zaindeksowanych stron, spadek z 5tys

Cel: powtórna indeksacja

Środki: XML Sitemaps

Czynności:

  • wykonanie mapy stron w XML i dodanie jej do Webmasters Tools
  • wykonanie mapy strony w html i linkowanie do niej z każdej podstrony
  • wykonanie kanału RSS i pingowanie co 30 minut
  • zmiana podstawowej skórki
  • linkowanie z zewnątrz tylko do mapy strony

Koniec maja 2008

Rezultat: 7,400 zaindeksowanych podstron (+ przychody z samego systemu partnerskiego).

3 pierwsze czynności zajęły mi tylko kilka chwil, bo sprawiłem sobie sprytny programik (do instalacji na własnym serwerze), który w godzinkę generuje mi plik xml z mapą strony, plik z mapa w htmlu wraz z paginacją, oraz kanał RSS, który aż prosi się o pingowanie :)

Link do programu zamieściłem powyżej (oczywiście, że z refem), i naprawdę wszystkich zachęcam do kupna – 19.99$, które trzeba zainwestować to nic przy kwocie która można wyjąc (np ze sprzedaży punktów w SWL) po zastosowaniu i odczekaniu pewnego czasu. Oczywiście, mówie tu szczególnie o wykorzystaniu go do stron z ESCPartners, ale przyda się on do każdej strony, któa nie jest cmsem, lub brakuję jej któregoś z tych 3 elementów.

Prawdziwe znaczenie Google PR

Prawie miesiąc przerwy w seowaniu (i zarabianiu) i po powrocie co się okazuję? (oprócz tego, że dochód pasywny fajny jest).

  • nie zmieniło się nic w technikach pozycjonowania (nadal spamujemy na potęge)
  • na początku maja był update PR

Czytaj dalej Prawdziwe znaczenie Google PR

E-WebCities – czyli zaplecze na wyłączność

Wczoraj, a właściwie to już dzisiaj w nocy, ruszył projekt E-WebCities, dzięki któremu każdy użytkownik systemu E-weblink.com może sobie bardzo szybko założyć katalog, z wpisami typowymi dla naszych rodzimych Presell Pages.

Przykład takiego serwisu, czyli moje miasto linków. Czytaj dalej E-WebCities – czyli zaplecze na wyłączność