StefanFork i eSWueLe czyli pozycjonowanie peel.

Większość wpisu powstała w miniony weekend, kiedy zrelaksowany stukałem w laptopa już praktycznie leżąc w łóżku. Polecam czytać go też w takiej pozycji i o takim poziomie relaksacji ;-)

SWL czyli system wymiany linków

Niedawno na PiO padło pytanie czym jest ten skrót, także mam nadzieję, że po odpowiednim wypozycjonowaniu (naturalnym rzecz jasna) wszyscy wpisując w Google ten skrót będą trafiali tutaj.

Tak więc po pierwsze, drodzy przyszli manipulatorzy indeksem Google: SWLe są nie polecane przez, przez pracowników Google, a za ich używanie możemy (i powinniśmy) spodziewać się reperkusji ze strony wielkiego G. Myślicie że w pl nam nic nie grozi? ;-) Pomyślcie jeszcze raz:

Kaspar - czyli Google na Blipie

Po drugie – najczęstszą karą dla stron emitujących linki z SWL jest oczywiście filtr na wszystkie frazy oraz zerowanie PageRanku –  dla przykładu moja strona z lat młodości , która podczas ostatniego updejtu PR  zaliczyła spadek na wszystkie frazy (z pierwszej trójki do 30stki) oraz zerowanie z PR3.

Jeśli też jesteście w takiej sytuacji, to – bez ironii – polecam zdjąć wszystkie linki i przyznać się przed Google w Webmaster Tools, że byliśmy źli, ale że już nie będziemy i wysłać prośbę o ponowne rozpatrzenie. Dla spokojności ducha, uruchomiłem dodatkowo kampanię Adwords dla tej strony – kokosów nie wydam, bo fraza jest prawie nie oblegana, a zawsze pojawię się w odpowiednim miejscu. Teraz czekam.

No a po trzecie: cytat z Google

Nie bierz udziału w programach wymiany linków służących rzekomo poprawie pozycji witryn w wynikach wyszukiwania lub w rankingu PageRank. W szczególności unikaj linków do spamerów sieciowych i witryn ze „złych okolic sieci”, ponieważ może to pogorszyć pozycję w rankingu.

Wszystko jasne? No to o co chodzi właściwie z tymi SWL’ami?

Google stanowisko w sprawie SEO ma jasne: możemy zoptymalizować odpowiednio naszą stronę, a także utworzyć unikalną i wysokiej jakości treść. Po wykonaniu tych czynności pozostało nam już tylko czekać na docenienie przez innych użytkowników internetu, którzy zgodnie z logiką (logiką Google) zaczną do nas linkować sami z siebie. Możemy też dodać się do branżowych katalogów, uważając żeby były naprawdę branżowe (czytaj do DMOZ’a się możemy dodać ;) ).

Później możemy starać się zdobyć linki i traffic metodami socjalnymi, czyli wszystkie WykopoDiggo podobne serwisy, a także mikroblogi, czyli w zasadzie BlipoTwitter, który pomoże nam zbudować jeśli nie linki, to na pewno traffic (a jak mamy długotrwały traffic, to mamy też linki, bo ludzie  zaczną do nas linkować).

StefanFork socjalny.

To teoria (i praktyka w anglojęzycznym SEO) ale my, rozpatrzmy teraz przykład Stefana, który jest z Polski i prowadzi niszowy sklep internetowy sprzedający sztućce – StefanFork. Nie opłaca mu się zlecać pozycjonowania firmie SEO, a na AdWords póki co nie ma środków.

Optymalizacja strony Stefana – stefanfork.pl wykonana jest poprawnie, treść w postaci fotek pięknych sztućców też. Wszystkie największe katalogi w sieci mają wpisy z linkami do sklepu Stefana. Nikt jednak – pomimo kilkumiesięcznego stażu sklepu w sieci – nie linkuję do Stefana pisząc, że widział tutaj naprawdę fajne widelce (zaskoczeni? ;-) ).

Stefan próbuje wziąć sprawy w swoje ręce i zgodnie z wytycznymi Google szuka stron które są tematycznie powiązane z jego sklepem i rozsyła do nich mejle z prośbą o link do niego. Na 25 wysłanych mejli, dostaje 3 odpowiedzi odmowne i jedno wymowne „chyba cię poje***o”.  Pozostali właściciele stron milczą.

Stefan jednak nie poddaje się i postanawia sprowadzić widelce z dalekiej Afryki. Wie, że widelce wykonane z kości (nie chcemy wiedzieć czyich) mogą zainteresować użytkowników sieci i liczy na co najmniej główną stronę wykopupeel. Niestety, gdy tylko zamieszcza tam swoje linki, zostaje zwyzywany i obrażony w sposób o którym będzie mógł opowiadać swoim dzieciom, a jego materiał na temat widelców zostaje oznaczony jako „spam nie nadający się na główną stronę”. Ten sam los czeka też przyszły wykop o łyżkach i nożach kuchennych.

Stefan ponownie jednak nie załamuje się. Przez kilka tygodni powoli buduje sieć przyjaciół na polskim mikroblogu – Blipie. Gdy śledzi go już ponad 100 osób, przechodzi do ofensywy i zaczyna informować wszystkich nie tylko o tym, że zjadł właśnie zupę – jak większość użytkowników blipa – ale także czym tą zupę je, oraz zamieszcza linka do owej pięknej łyżki.  Niestety, ponownie nikt nie jest zainteresowany.

Facebook nie okazuje się też tym co Stefan sobie wyobrażał, a i wejść z profilu na Naszej Klasie  jest jak na lekarstwo. Stefan zaczyna myśleć, że odpowiednie pozycję na jego frazy są nie do osiągnięcia.

PiOzycjonowanie.

Pewnego dnia Stefan odnajduję forum na którym ludzie zachwycają się systemami wymiany linków, dzięki którym mogą w szybkim czasie uzyskać zadowalające pozycje na frazy na które chcą być znalezieni.

Stefan dołącza do jednego, wykupuje pakiet punktów i wpisuje do okienka odpowiednie frazy. Po kilku tygodniach zaczyna obserwować powolny wzrost pozycji na dane frazy. Ludzie zaczynają go odwiedzać, zaczyna sprzedawać sztućce.

To pierwsza część dłuższej serii wpisów prezentujących polskie Systemy Wymiany Linków przeznaczonych dla raczej początkujących. Sam nie przypuszczałem, że będę tutaj o tym pisał, ale ostatnimi czasy nowy userzy PiO mnie załamują ;-) Zresztą, mi też przyda się wizyta na tych wszystkich nowych SWL’ach.

  • Ja za to osiągnąłem na dość trudne frazę top 10 bez używania swli i innych technik spamu, wystarczy trochę cierpliwości. Polecam zacząć od ręcznego katalogowania.

  • seo

    W polsce may dziwne seo