SeoNiewypał Jeża?

Postanowiłem zajrzeć wreszcie do panelu SeoDopalacza Jeża, o którego starcie pisałem w lipcu 2008 i do którego stworzyłem odpowiednią wtyczkę do Wordpressa.

Bilans prezentował się następująco 72 strony typu Pressel Page, większość na unikalnych IP i nowych, specjalnie zakupionych do tego celu domenach. 29 dodanych artykułów, które uprzednio zamówiłem i opłaciłem.

Każdą z domen sprawdziłem po kolei  (czy presell istnieje, PR, site/ban), a efektami kontroli podzielę się z Wami.

Na 70 domen, 14 nie działało, w tym tylko 6 było nieaktywnych w panelu, co dawało mi mnóstwo pustych punktów.

70-14=56

na 56 domen 16 było zbanowanych w Google.

56-16=40

na 40 domen, jedna ma PR2, a 13 Pr1.

Ze sprzedaży zarówno małych punktów jak i dużych zarobiłem w sumie 0 złotych, 0 groszy.

Na kupno domen, serwera, artykułów do precli wydałem trochę za dużo.

Jakieś tam pozycję widać w panelu linków, ale bez żadnych rewelacji. Przy tym nakładzie kasy i czasu, takie, a myślę, że dużo, dużo lepsze pozycje mógłbym osiągnąć w każdym innym systemie wymiany linków, czy nawet używając zwykłych precli.

Na PiO trwa dyskusja nad tym, czy userzy powinni dostawać jakieś bonusy za to, że przedłuża domeny. Ja byłbym za zwrotem kosztów, bo tylko to uratuje te domeny, których nawet nie opłaca się przedłużyć i zmienić treści licząc na linki i wyższy PR. Sorry Jeżu, ale tak jak można przeczytać u mkane, założenia świetne, ale rzeczywistość przerosła wszystkich wizjonerów.

Chociaż może to ja się nie znam, jakie są wasze doświadczenia z SeoDopalaczem?

Yes we can

Ten wpis miał być komentarzem do wpisu na blogu Złote Góry ale mi się trochę rozrósł i wylądował wreszcie tutaj.

Ledo w swoim wpisie „Dlaczego tak mało osób zarabia w programach partnerskich?” opisał podstawowe błędy początkujących w PP. Główne powody to wg niego brak wiary we własne możliwości, i w to że można zarabiać online, brak wytrwałości, rozpoczynanie zbyt wielu rzeczy naraz, ogólna nieznajomość swojej niszy jak i zasady działania pp. Ja się podpisuję pod tym, obiema rękami (i polecam zarówno owy wpis jak i wartościowe komentarze), ale pójdę dalej i zapytam dlaczego tak jest? Czy nie mamy odpowiedniej wiedzy? Czy jesteśmy mało kreatywni? Nie.

Potrzebujemy lidera. Potrzebujemy planu działania i bata nad głowa.

Mówię to ze swojego doświadczenia z pewnym programem partnerskim w którym brałem udział. Tworzyło się tam mini strony (ależ odkrycie ;-) ) i odpowiednio się do nich linkowało (kolejne), tworzyło nowe strony itp itd. Nic, totalnie nic innowacyjnego, zwykła codzienna orka.

Najważniejsze w tym wszystkim było jednak to, że osoba na szczycie piramidki nie siedziała zadowolona, że 2gi poziom za niego pracuję, ale też nie narzekała, że zarabia tak mało bo każdy jest nierobem. Osoba ta miała pewną wizję. Wzięła sprawy w swoje ręce i zaprogramowała system dzięki któremu, każdy kto zapisał się do tego programu, miał codzienne, szczegółowe instrukcję co i jak ma robić, oraz był tygodniowo rozliczany z tego co robił. Jeśli mu się nie chciało, nie miał czasu, zarobki mu nie odpowiadały to po tygodniu po prostu wylatywał z pp bo na jego miejsce była już zapisana kolejka chętnych. Był też wewnętrzny, codzienny ranking partnerów, który sprawiał, że człowiek chciał być ciągle wyżej na liście. Działa tu ta sama zasada, która działała już w czasach polowań na mamuty. Rywalizacja. Wg Men’s Health mężczyzna pokonuje o 12% dłuższy dystans w ciągu 6 minut, jeśli maszeruję w grupie, w porównaniu z samotnym marszem. Zwiększenie tempa powoduję rywalizacja, nawet jeśli jest podświadoma. Osoba najwyżej w rankingu po określonym czasie dostawała możliwość zwerbowania z głównej listy 10 partnerów z 2 poziomu którzy zarabiają bezpośrednio na niego.

Jak to wyglądało?

Był to swego rodzaju program partnerski programów partnerskich. Tzn zapisywaliśmy się do kilku(nastu) programów partnerskich jako osoba polecona z refa bossa.
Najpierw powstał blog, w którym boss ogłosił zasady, tematykę wymienił programy partnerskie i ogólnie opisał jak to będzie wyglądać. Po jakimś czasie, pojawiła się możliwość zapisania się na listę osób i po odczekaniu swojego (czekałem aż ktoś wyleci, bo lista została zamknięta po kilku godzinach) dostałem się do programu. Tematyką nie będę się zajmował, bo nie o to chodzi, opiszę więc bebechy programu. Było kilka sekcji, dostępnych tylko po zalogowaniu: Lista to do na dany tydzień (z opisami, co jak i gdzie zrobić), wraz z polem wysyłania mejla do szefa, że zadanie zostało wykonane (typu: „stworzyłem stronę wg punktu 1 jest pod tym adresem”), FAQ, pomoc techniczna (tickety) oraz oczywiście forum i ranking partnerów.

Oczywiście narzucenie listy to do, nie zabijało to naszej kreatywności, bo tematyka była dowolna, można było robić co się chciało o ile, było to zgodne z ogólnymi wytycznymi (typu stwórz blog na wordpress.org, stwórz blog na blogspocie, zrób mini stronę w której zrobisz to i to) można było dzięki temu zarobić. Można było wykonać plan minimum, ale można było pójśc dalej i wspinać się powoli w rankingu partnerów.

Po jakimś czasie rozrosło się do struktury iście mafijnej. Boss który dostaję % od każdego, oraz kilku kapitanów (zwycięzców rankingów) którzy mają też swoich zarabiających żołnierzy. I najważniejsze, to działało. Zarabiał każdy, bo każdy musiał wykonać plan i czuł na karku oddech ludzi czekających na zapasowej liście partnerów. Boss włożył w to mnóstwo pracy, ale myślę, że korzyści miał zdecydowanie zadowalające.

Teraz pytanie, czy ktośPL będzie chciał taki program wymyślić, czy zainwestuję w to swoją wiedzę i pieniądze, żeby później zarobić z nadwyżką? Mam wielką nadzieję, że tak, bo sam chętnie wziałbym w tym udział. W końcu chodzi o to żeby zarobić, tak?

Take what you can…

Zainspirowany dyskusją o PageRank polskich blogów postanowiłem sprawdzić sobie co pozostało po moim czarnym, niczym piracka flaga, mini-seo-imperium. Strony tworzące owe imperium, – biorąc pod uwagę  fakt, że były stworzone niezgodne z zasadami Google – są więc już dość wiekowe, bo zostały stworzone w wakacje 2008.

Tak więc w ciągu ostatniego półrocza udało mi się zakupić 86 domen z PR3-PR4. Kupowałem je oczywiście gdy dolar był jeszcze dużo tańszy niż teraz i gdy punkty w systemie można jeszcze było sprzedać w cenie 400zl za 100k punktów. Czyli były to czasy dość odległe, z teraźniejszego punktu widzenia ;-)

Domeny dostały swojego dedyka 8 różnych IP i zero linków przychodzących. Ogólnie możemy przyjąć, że tworzone były zgodnie z zasadami opisanymi w tym poście.

Dzisiaj zalogowałem się na moje konto w GoDaddy i przejrzałem wszystkie domeny. Wyniki w zasadzie nie powinny zaskakiwać, i tak: w tym momencie z całej puli 86 domen, zostały mi 23 domeny z PR1 do PR3 (większość PR3) oraz jedna z PR5 (co jest miła niespodzianką ;) ). Z prostej matematyki wynika więc, że Google zbanowało mi 63 domeny.

Większość padło podczas pamiętnej kampanii wrześniowej, kiedy to źli ludzie :-) zgłaszali moje ciężko postawione strony do Google i na listę splogów WordPressa. Odpisałem na 17 mejli do mojego hosta, kasując przy okazji całą zawartość zgłoszonego bloga. Pomogło to w 3 przypadkach, także mogłem sobie darować, te kilka godzin pracy.

Każda z domen kosztowała około 12$, (a przynajmniej większość moich domen, czyli te o końcówkach .com ) co daje nam zawrotne straty w wysokości 756$. Oh rly? ktoś zapyta, i dobrze zrobi, bo prawda jest oczywiście inna.

Każda domena przyniosła po miesiącu zysk, czyli zrobiła dokładnie to, co miała zrobić w moich założeniach. Nie ukrywam, że wszystko się zbiegło w czasie, że akurat popyt na punkty e-weblinka był ogromny, że teksty angielskie pozwoliły zarobić na reklamach typu text-link-ads, i że niski dolar pozwalał na śmiałe zakupy. Jakby było teraz? Nie wiem, ale zarówno mnie, jak i mojego laptopa kupionego dzięki tym pieniądzom to nie interesuję. :-)

Oczywiście nie zapominamy o tych 23 domenach które pozostały. Wszystkie dostaną nowe szaty graficzne, nową white treść oraz masę spamu na subdomenach, która zadowoli nawet najbardziej wybredne systemy wymiany linków. Przy okazji, ciekawe czy i kiedy, do słownika pozycjonerów wejdzie stwierdzenie „pranie brudnych domen” :-)

Naturalnie domena z PR5 zostanie odpowiednio wzmocniona linkjuicem z innych silnych domen, zostanie na nią zamówiona odpowiednia treść, odpowiednia skórka i zarobi na siebie odpowiednio do wartości PR która nie wiedząc czemu ciągle wszystkich kręci (a jak wszystkich to i mnie, bo ja na tym zarabiam).

Jaki morał? Taki jak zawsze, i powtarzam to każdemu do znudzenia – domeny muszą na siebie zarabiać. Może to być nawet o 50 centów więcej niż cena, którą zapłaciliśmy, ale to już wystarczy.

… give nothing back!

Social Media? Whaaaat?

Wpis nawiązuje oczywiście do Solo media czyli czy jesteś medialnym snobem? i Am I a microblogging snob?

Zakładam, że każdy zainteresowany obejrzał już filmik i przeczytał posty i komentarze wyżej (moje też, bo tu ich nie powtarzam już), dlatego będzie bez wprowadzenia.

Chociaż… może nie każdy rozumie więc:

social – społeczny, towarzyski, spotkanie towarzyskie

Nie wiem czemu nikt nie potrafi dojrzeć w tym zachowaniu  możliwości, a widzi tylko idiotę, który obserwuję tysiące ludzi bo tak.  Perry Belcher w tym filmiku pokazuję, co warto zrobić, żeby ludzie nie uznawali Cię za Twitterowego  snoba. Wszyscy komentujący na polskich blogach, omawiają tylko to co mówi, zupełnie nie myśląc o tym po co. Przecież to nie jest wideo stworzone po to, żeby ludzie się dodawali bez powodu i żyli w jednej wielkiej komunie. Ktoś już załapał o co mu chodzi? O pieniądze? Brawo.

Im więcej ludzi Cię obserwuję tym więcej możesz zarobić na reklamach na Twitterze. Czy to ebooki, posty na blogu czy gotowe produkty. Docierasz wtedy do ogromnej liczby osób. I co z tego, zapytasz? Ano np. to:

Jesteś na Twitterze kilka miesięcy. Dostajesz tweeta reklamowego i  patrzysz sobie na profil gościa: jakiś snob co obserwuje tylko 5 osób i wykorzystuje Twittera do reklamy. Niech spada. A jeśli obserwuję tysiące osób? I w dodatku Ciebie? I akurat jest tym facetem który pierwszy zaczął Cię obserwować i tak miło przywitał Cię te kilka miesięcy temu, kiedy nie wiedziałeś co do czego służy? Tym który prowadzi tego świetnego bloga którego czytasz codziennie? No to na pewno ten produkt który sprzedaję jest warty tej kasy, zresztą potrzebowałeś tego i tak, a tak dasz mu jeszcze zarobić i odwdzięczysz się za to, że pomógł Ci na początku.

Prawdą, że każdy się teraz krzywi w grymasie i już układa w głowie hate commenta do tego wpisu? Zupełnie się temu nie dziwię, ale to właśnie dlatego, że każdy to czytający uważa się za lepszego od gościa który kupuje coś przez linka na Twitterze. Bo każdy myślący inaczej to naiwniak, a pewnie i idiota, skoro tak piszę i wydaję się, że w to wierzy.

Tylko, że drodzy guru internetu w Polsce, na Twitterze to działa. Na Diggu to działa. Na Stumble Upon to działa. To serwisy które zarabiając same pozwalają zarabiać innym. Wiecie dlaczego? Bo miliony ludzi na świecie robi wszystko to co uważacie za głupie i naiwne i jeszcze się przy tym dobrze bawi. Zarabiają oni, zarabiają guru, zarabiają twórcy danego serwisu. Wszystko się napędza, wszystko idzie do przodu. Powstają nowe serwisy, a oni ciągle nie mają dość!

A wy (bo nie my) narzekajcie sobie dalej, najedzcie się swoim jadem, ponabijajcie się z innych ludzi, obserwujcie tylko znajomych, (bo od tego jest blip! a jak myślisz inaczej to się lansujesz!)  i poczujcie się szczęśliwi w swoim małym ograniczonym polskim światku.

I piszcie, że blip jest poroniony bo nie zarabia, piszcie, że wykop jeszcze gorszy, bo siedzą tam sami idioci (tak, sam tak piszę, macie mnie) i pamiętajcie, żeby nie pomyśleć dlaczego tak jest i nie sprawdzić w jaki sposób zarabiają ich wielkie odpowiedniki na świecie. Gdybyście jednak to sprawdzili i doszłoby do Was, że to może dlatego, że to przez Was i przez Wasze polskie myślenie, to usiądźcie i zapłaczcie ze mną.

BTW: Tak, wpis jest przejaskrawiony, ironiczny i podły. Tak, jest to w jakimś stopniu mój punkt widzenia. Nie, nie odnoszę się w nim do blipa bo i jak mógłbym skoro to nie ten zasięg, nie ten język i nie ten kraj co Twitter.

Przy okazji, możesz poobserwować mnie na blipie żeby nie dowiedzieć się zupełnie niczego ciekawego i poczytać moje prywatne rozmowy z innymi. No i żeby zobaczyć #pokacycki.

Dla wszystkich który nie czytali i od razu chcą skomentować, streszczenie:

Twitter to nie blip. Tamto wideo i wszystko co Pan mówi odnosi się do Twittera. Tak, tam to działa. Tutaj nie. Między innymi przez  polskie myślenie.

Social media to nie solo media. Nie chodzi o Ciebie (bo przecież wiemy, że wiesz wszystko i znasz się na wszystkim). Chodzi o ogół ludzi. Ogół (tak, ten ogół który posiada wiedzę mniejszą od Twojej o 90%).

Amen.

WordPress SEO – część 2

W pierwszej części poradnika WordPress SEO pisałem o optymalizacji tagów Title oraz H1 i H2 w kodzie strony. Teraz czas na pozostałe tagi i kontrolę nad indeksacją.

Optymalizacja Meta Description.

W drugiej części zajmiemy się optymalizacją tagu meta description. Tym razem nie zmieniamy niczego wg zaleceń naszej jedynej i wspaniałej wyszukiwarki, tylko po to żeby lepiej się jej indeksowało, czy dla zagęszczenia słów kluczowych na stronie. Zajmujemy się za to stroną wizualną wyników, która prezentuję nam Google podczas wyszukiwania. Zostańmy przy przykładzie Antywebu, który jak zwykle jest do tego idealny. Przy zapytaniu site: pokazuje się nam coś takiego:

antyweb1

Prawda, że opis pod linkiem wręcz zachęca do odwiedzin? Nie? Right.

Meta description to z definicji tag który powinien opisywać zawartość naszej strony. Powinien być odpowiednio krótki, taki na 15-20 słów. Jest bardzo ważny dla nas, chociaż nie poprawia naszych wyników w rankingu Google. Jego zadaniem jest zachęcić szukającego do kliknięcia właśnie w nasz link. Czy opisy z Antyweba zachęcają? Mnie nie bardzo.

Co z tym zrobić?

Powiedzmy, że idealnym rozwiązaniem dla nas byłoby ustawienie dynamicznych meta tagów dla każdej podstrony naszego bloga. Blog generowałby opis  bazując na pierwszych zdaniach naszego wpisu, lub na tzw excerpt o który możemy uzupełnić każdą notkę podczas jej pisania czy edycji.

Pozwala to nam, albo całkowicie zautomatyzować proces, czyli ustawić i zapomnieć, albo całkowicie przejąc nad nim kontrolę definiując ręcznie excerpt do każdego wpisu. Oczywiście możemy też używać ręcznej modyfikacji tylko do postów na których rankingu bardzo nam zależy, a resztę zostawić silnikowi WordPressa.

Różnica na obrazkach:

Tak to wygląda w przypadku nie ustawienia excerpt. Pobiera pierwsze zdania z postu.

Tak to wygląda w przypadku nie ustawienia excerpt. Pobiera pierwsze zdania z postu.

a tutaj dane pobrane już z excerpt

a tutaj dane pobrane już z excerpt

Teraz fun part, czyli dopisujemy piękny kod:

{code type=php}< ?php if (is_single() || is_page() ) : if ( have_posts() ) : while ( have_posts() ) : the_post(); ?>
i ustawiamy go między <head></head> naszej strony, czyli w pliku header.php w katalogu naszej skórki.

WordPress SEO

Prawda czy fałsz?

  1. WordPress jest obecnie najlepszym systemem blogowym na świecie.
  2. WordPress jest od samego początku idealnie zoptymalizowany pod wyszukiwarki internetowe.

Wydawałoby się, że odpowiedzi na oba te pytania są twierdzące, ale prawda jest niestety inna :) Tak, WordPress jest nalepszym systemem blogowym na świecie, ale nie, nie jest idealnie zoptymalizowany dla wyszukiwarek.

Optymalizacja WordPressa (SEO)

Tagi typu

{code type=php}

{/code} są naprawdę rozpoznawane przez Google i używanie ich bez przemyślenia do czego służą, jest błędem (oczywiście ja też nie jestem alfa i omega i popełniałem, popełniam i będę popełniać wiele błędów).

Dla przykładu użyjemy popularnej strony postawionej na Wordpress – Antyweb.pl

Tytuł

{code type=php} Tag{/code}

Tag ten jest ważny dla Google, bo wyszukiwarka ta wyświetla w swoich wynikach zawartość, znajdującą się pomiędzy tagami <title></title> jako tytuł, ale jest też niezmiernie ważny dla użytkownika, bo to właśnie tytuł zachęca go do kliknięcia.

antyweb1

Powyższy przykład obrazuje dokładnie jak nie powinna wyglądać konstrukcja tytułu. Dlaczego? Bo struktura jest najważniejsza.

Struktura optymalna: Tytuł postu :: (ewentualny) tytuł strony

Na początku powinny być najważniejsze informacje, czyli to czego szukamy. Następnie może (ale nie musi) być tytuł strony. Nigdy odwrotnie. W powyższym przykładzie, wpakowanie słowa „Archiwum” do każdego tytułu woła o pomstę do nieba.

Szybki i darmowy fix:

Otwieramy header.php naszej skórki i zamieniamy tytuł na coś takiego.

W ten sposób tytuł naszej głównej strony będzie wyglądać tak:

Tytuł strony : Opis strony

a podstrony:

Tytuł podstrony : Tytuł strony

Nagłówki

{code type=php}Tagi

{/code}

<H1> to nagłówek strony, może być użyty tylko raz i powinien być użyty jako tytuł posta. <title> i <h1> powinien zawierać tą samą sentencję, żeby Google nie zastanawiało się o czym tak naprawdę jest dana podstrona. Niestety, w prawie każdej WordPressowej skórce, tag H1 jest użyty do wyświetlenia logo strony. Na naszej przykładowej stronie jest nie inaczej. Dzięki temu najważniejszym słowem dla Google na każdej stronie AntyWeba, jest właśnie „Antyweb”. Z tego co wiem, nie jest to zbyt istotna fraza i raczej nikt zainteresowany treścią bloga nie wpisuję jej do wyszukiwarki. Po co więc marnować na to <H1>? Nie mam pojęcia :)

Tagów <H2> używamy do tzw. śródtytułów w tekście. Nie używamy ich w stopce (tak jak na Antyweb), chyba, że chcemy żeby Google pomyślało, że zależy nam na frazach typu: Kategorie, Archiwum, O mnie.

Szybki i darmowy fix:

Otwieramy header.php i zamieniamy <H1> w logu, na zwykłego <diva> (potem oczywiście robimy to samo w pliku css). Otwieramy single.php i page.php i zamieniamy <H2> na <H1>. Otwieramy sidebar.php i footer.php i wywalamy wszystkie <H2> i zastępujemy je czymś innym. Proste? Proste.

W następnym odcinku, zajmiemy się ustawieniem odpowiednich meta description i keywords, oraz ustawimy odpowiednio robots.txt oraz przejmiemy kontrole nad indeksacją naszego bloga.

Jak na tytuł bloga (czyli WordPress SEO), przystało, zajmiemy się optymalizacją skryptu WordPress (bez używania pluginów) pod wyszukiwarki (głównie pod Google). Jak poprawnie stworzyć tytuł strony, jak prawidłowo używać tagów h1 i h2. Część pierwsza raju dla whitehatowców. Jeśli myślałeś że seo to tylko linki, to pomyśl jeszcze raz.

Kofeina za pół ceny.

Dostałem wczoraj bardzo fajny email od twórcy Caffeinated Content. Email był krótki ale treściwy, zupełnie jak ten post :)

Otóż od piątku 28.11.2008 (oczywiście chodzi o Black Friday, czyli dzień totalnego shoppingu dla Amerykanów po Thanksgiving) dla pierwszych 100 osób które zamówią kofeinę wpisując odpowiedni kod, plugin (oczywiście wszystkie przyszłe aktualizacje darmowe ) będzie dostępny w cenie 38,5$ czyli 50% taniej niż teraz.

Cena przypomina trochę wartość za która ja kupiłem plugin (cena rośnie wraz z ilością kupujących = im więcej ludzi używa kofeiny tym jest droższa) dlatego jestem pewny, że się opłaca.
Autor dopisał też w mejlu, że cena znowu pójdzie do góry w pierwszym kwartale 2009 roku.

No dobra, miało być krótko więc – klikamy w button poniżej i wpisujemy kod EBONYFRIDAY. Przypominam że promocja obowiązuje od 29.11.2009 od 12:00 w nocy czasu EST, czyli nasz czas minus 6h – ale nie dam sobie nic obciąć, że dokładnie tak ;). W każdym razie wystarczy wpisać kod w odpowiednie pole  i kliknąć w Update Cart, jak kod wejdzie, tzn że działa ;)

Buy Now

Tak przy okazji, byłoby zapotrzebowanie na tutoriale jak używać bardziej zaawansowanych funkcji Kofeiny? Kilka jest na stronie kansieo.com i mógłbym ewentualnie potłumaczyć albo dodać coś od siebie. Dajcie znać.

Google dla blogerów

Google ostatnio pomaga wszystkim jak może, udostępniając wskazówki dotyczące SEO, wypuszczając piękny klikohit czy banując SWLe (których oczywiście jako prawdziwi WhiteHatowcy nie używamy).

W centrum pomocy dla webmasterów pojawił się artykuł specjalnie dla blogerów, w którym Google pomaga wszystkim nie wiedzącym po co mają bloga, odnaleźć się w tym nowym środowisku. Nie jest to nic nowego, powiedziałbym nawet, że nikomu się nie przyda, no ale skoro Google uznało, że warto to każdy bloger musi też tak uznać. W końcu jak Google każe nam skakać, my przejęci pytamy: jak wysoko?

No i w ten sposób, łatwo ustalić sobie pewne minimum, które wiadomo że trzeba robić, żeby Google kochało nas (blogerów) i nasze blogi.

Tutaj znajduję się oryginalny artykuł. Jak widać został podzielony na 3 częsći.

Tworzymy dobry content (no kto by pomyślał?)

– piszmy dużo i często. Wg Google częste wpisy powodują, że czytelnicy wracają do nas o ile oczywiście treść jst odpowiednia. No i oczywiście, Google namawia nas do szukania informacji (nie zgadniecie gdzie?) na tematy dotyczące naszej niszy i jeśli nie potrafimy znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi – sami o tym napiszmy!

– trzymamy się wytycznych Google dla webmasterów – duh! chciałoby się powiedzieć ;)

– kategoryzujemy posty – czyli kategorie i tagi to świetny pomysł (duh! po raz drugi)

– upewniamy się że blog jest łatwo dostępny dla robotów (znaczy userów) – pod tym tytułem Google chciało powiedzieć żebyśmy linkowali do swojego bloga oraz umieścili nasz blog w domenie, lub subdomenie naszej strony firmowej or www.example.com/blog).

– (uwaga!) usuwamy spam z komentarzy, a może nawet zapobiegamy jego powstawaniu dzięki odpowiednim wtyczkom

– piszemy unikalne posty. zwłaszcza jeśli uczestniczymy w programach partnerskich, to staramy się nie kopiować i wklejać, bo Google lubi jak jest ładnie i unikalnie, jasne?

Tworzymy blog very-very-user-friendly

– tworzymy odpowiednie tytuły dla naszych postów, dzięki czemu user będzie zadowolony (a jak user to i Google, naturalnie), odpowiednie tytuły tworzą nam automatycznie odpowiedni wygląd linków, co wprowadza Google w jeszcze większą ekstazę

– udzielamy się w społeczności blogerów – czyli komentujemy u innych, piszemy na różnych forach, bo jeśli piszemy ciekawe komentarze to czytelnicy danej strony chętnie odwiedza i nas. (hurra!)

– tworzymy kanał RSS, w którym udostępniamy cały artykuł, a nie tylko skrót. Może to skutkować tym, że w pewnym okresie ludzie nie będą wchodzić bezpośrednio na naszą stronę, ale w dłuższej perspektywie przynosi to dobre skutki (aż się chce zapytać Google jakie?)

Webmasters Tools

– dodajemy bloga do Google Webmasters Tools

– weryfikujemy go

– dodajemy mapę strony

A jak już to wszystko zrobimy, to szukamy bardziej zaawansowanych wskazówek na blogach, bo na wskazówkach Google daleko nie zajedziemy :)