Promowanie programów partnerskich przez AdTaily

Jak promujemy programy partnerskie?

  • Tworzymy mini stronki, które w teorii mają opisywać dokładnie dany produkt, i pozycjonujemy je, licząc na ruch z wyszukiwarek.
  • Umieszczamy swoje linki na różnych naszych stronach nie związanych lub tylko lekko powiązanych tematycznie.
  • Tworzymy i rozsyłamy mailingi.
  • Piszemy artykuły do przedruku.
  • Używamy cloak… ups. Tylko 4 punkty ;-)

A gdyby tak, pójść na łatwiznę i znaleźć dobre (wypozycjonowane i z TrustRankiem) tematyczne strony w naszej niszy i tam zamieścić nasze linki partnerskie?

Jak?

Dzięki Adtaily oczywiście.

AdTaily to system do sprzedaży reklam. Dobry zarówno dla niszowych blogów, jak i dużych tematycznych serwisów. Reklamodawcom dajemy możliwość precyzyjnego dotarcia do ich odbiorców, niezależnie od budżetu.

Jak to zwykle bywa, w momencie gdy za długo odwleka się realizację jakiegoś pomysłu, to ktoś sprząta nam go sprzed nosa i cały splendor spada na niego. Dlatego też, jak tylko zobaczyłem, że ktoś promuję program partnerski firmy hostit.pl na moim blogu poprzez widget AdTaily, od razu postanowiłem o tym napisać krótką notkę – jest szansa, że ludzie będą potem mówić, że to na tym blogu ktoś pierwszy raz o tym wspomniał (a jak ktoś już to 8 razy gdzieś opisał, to wybaczcie, zapracowan jestem), a to zawsze coś ;-)

W każdym razie reklama wygląda tak:

adtail
AdTaily

Sam pomysł tak prosty, że aż banalny.

Potrzebujemy tylko odnaleźć odpowiedni program partnerski, stworzyć odpowiednią reklamę i zamieścić ją na odpowiednim tematycznym blogu z naszej niszy (z odpowiednią stawką za dzień oczywiście). To ostatnie dzięki temu, że AdTaily jest stosunkowe nowe i ceny są na dość niskim poziomie, nie jest trudne, dlatego warto wgryźć się w katalogi tematyczne Adtaily i odnaleźć odpowiednie oferty.

Na tym blogu stawka dzienna, wypada poniżej 3 zł, niestety z klikalnością jest tak sobie, ale to zapewne wina reklamodawców i źle dopasowanych reklam (a już na pewno nie tego, że notki ukazują się raz na 2 miesiące ;-) )

A jak stworzyć odpowiedni obrazek 125X125 dla naszej kampanii? A tak: Tworzenie efektywnej kampanii reklamowej.

StefanFork i eSWueLe czyli pozycjonowanie peel.

Większość wpisu powstała w miniony weekend, kiedy zrelaksowany stukałem w laptopa już praktycznie leżąc w łóżku. Polecam czytać go też w takiej pozycji i o takim poziomie relaksacji ;-)

SWL czyli system wymiany linków

Niedawno na PiO padło pytanie czym jest ten skrót, także mam nadzieję, że po odpowiednim wypozycjonowaniu (naturalnym rzecz jasna) wszyscy wpisując w Google ten skrót będą trafiali tutaj.

Tak więc po pierwsze, drodzy przyszli manipulatorzy indeksem Google: SWLe są nie polecane przez, przez pracowników Google, a za ich używanie możemy (i powinniśmy) spodziewać się reperkusji ze strony wielkiego G. Myślicie że w pl nam nic nie grozi? ;-) Pomyślcie jeszcze raz:

Kaspar - czyli Google na Blipie

Po drugie – najczęstszą karą dla stron emitujących linki z SWL jest oczywiście filtr na wszystkie frazy oraz zerowanie PageRanku –  dla przykładu moja strona z lat młodości , która podczas ostatniego updejtu PR  zaliczyła spadek na wszystkie frazy (z pierwszej trójki do 30stki) oraz zerowanie z PR3.

Jeśli też jesteście w takiej sytuacji, to – bez ironii – polecam zdjąć wszystkie linki i przyznać się przed Google w Webmaster Tools, że byliśmy źli, ale że już nie będziemy i wysłać prośbę o ponowne rozpatrzenie. Dla spokojności ducha, uruchomiłem dodatkowo kampanię Adwords dla tej strony – kokosów nie wydam, bo fraza jest prawie nie oblegana, a zawsze pojawię się w odpowiednim miejscu. Teraz czekam.

No a po trzecie: cytat z Google

Nie bierz udziału w programach wymiany linków służących rzekomo poprawie pozycji witryn w wynikach wyszukiwania lub w rankingu PageRank. W szczególności unikaj linków do spamerów sieciowych i witryn ze „złych okolic sieci”, ponieważ może to pogorszyć pozycję w rankingu.

Wszystko jasne? No to o co chodzi właściwie z tymi SWL’ami?

Google stanowisko w sprawie SEO ma jasne: możemy zoptymalizować odpowiednio naszą stronę, a także utworzyć unikalną i wysokiej jakości treść. Po wykonaniu tych czynności pozostało nam już tylko czekać na docenienie przez innych użytkowników internetu, którzy zgodnie z logiką (logiką Google) zaczną do nas linkować sami z siebie. Możemy też dodać się do branżowych katalogów, uważając żeby były naprawdę branżowe (czytaj do DMOZ’a się możemy dodać ;) ).

Później możemy starać się zdobyć linki i traffic metodami socjalnymi, czyli wszystkie WykopoDiggo podobne serwisy, a także mikroblogi, czyli w zasadzie BlipoTwitter, który pomoże nam zbudować jeśli nie linki, to na pewno traffic (a jak mamy długotrwały traffic, to mamy też linki, bo ludzie  zaczną do nas linkować).

StefanFork socjalny.

To teoria (i praktyka w anglojęzycznym SEO) ale my, rozpatrzmy teraz przykład Stefana, który jest z Polski i prowadzi niszowy sklep internetowy sprzedający sztućce – StefanFork. Nie opłaca mu się zlecać pozycjonowania firmie SEO, a na AdWords póki co nie ma środków.

Optymalizacja strony Stefana – stefanfork.pl wykonana jest poprawnie, treść w postaci fotek pięknych sztućców też. Wszystkie największe katalogi w sieci mają wpisy z linkami do sklepu Stefana. Nikt jednak – pomimo kilkumiesięcznego stażu sklepu w sieci – nie linkuję do Stefana pisząc, że widział tutaj naprawdę fajne widelce (zaskoczeni? ;-) ).

Stefan próbuje wziąć sprawy w swoje ręce i zgodnie z wytycznymi Google szuka stron które są tematycznie powiązane z jego sklepem i rozsyła do nich mejle z prośbą o link do niego. Na 25 wysłanych mejli, dostaje 3 odpowiedzi odmowne i jedno wymowne „chyba cię poje***o”.  Pozostali właściciele stron milczą.

Stefan jednak nie poddaje się i postanawia sprowadzić widelce z dalekiej Afryki. Wie, że widelce wykonane z kości (nie chcemy wiedzieć czyich) mogą zainteresować użytkowników sieci i liczy na co najmniej główną stronę wykopupeel. Niestety, gdy tylko zamieszcza tam swoje linki, zostaje zwyzywany i obrażony w sposób o którym będzie mógł opowiadać swoim dzieciom, a jego materiał na temat widelców zostaje oznaczony jako „spam nie nadający się na główną stronę”. Ten sam los czeka też przyszły wykop o łyżkach i nożach kuchennych.

Stefan ponownie jednak nie załamuje się. Przez kilka tygodni powoli buduje sieć przyjaciół na polskim mikroblogu – Blipie. Gdy śledzi go już ponad 100 osób, przechodzi do ofensywy i zaczyna informować wszystkich nie tylko o tym, że zjadł właśnie zupę – jak większość użytkowników blipa – ale także czym tą zupę je, oraz zamieszcza linka do owej pięknej łyżki.  Niestety, ponownie nikt nie jest zainteresowany.

Facebook nie okazuje się też tym co Stefan sobie wyobrażał, a i wejść z profilu na Naszej Klasie  jest jak na lekarstwo. Stefan zaczyna myśleć, że odpowiednie pozycję na jego frazy są nie do osiągnięcia.

PiOzycjonowanie.

Pewnego dnia Stefan odnajduję forum na którym ludzie zachwycają się systemami wymiany linków, dzięki którym mogą w szybkim czasie uzyskać zadowalające pozycje na frazy na które chcą być znalezieni.

Stefan dołącza do jednego, wykupuje pakiet punktów i wpisuje do okienka odpowiednie frazy. Po kilku tygodniach zaczyna obserwować powolny wzrost pozycji na dane frazy. Ludzie zaczynają go odwiedzać, zaczyna sprzedawać sztućce.

To pierwsza część dłuższej serii wpisów prezentujących polskie Systemy Wymiany Linków przeznaczonych dla raczej początkujących. Sam nie przypuszczałem, że będę tutaj o tym pisał, ale ostatnimi czasy nowy userzy PiO mnie załamują ;-) Zresztą, mi też przyda się wizyta na tych wszystkich nowych SWL’ach.

Link Suit Up, czyli indeksujemy linki.

Jeśli tytuł wydaje Ci się dziwny, to już spieszę z wyjaśnieniami ;-)

Wiadomo, że zgodnie z wytycznymi Google dla webmasterów, tworzymy strony o tak bogatej treści, że ludzie sami do nich linkują ze swoich hobbystycznych stron, do których niekoniecznie prowadzą miliony linków (tak jak do naszych ;-) ).

W statystykach często obserwujemy, wejścia z różnych (dziwnych?) stron, przechodzimy na nie i stwierdzamy, że niestety nie są nawet zaindeksowane.  Więc fajnie, stworzyliśmy wartościowe strony, zwykli ludzie do nas linkują a w wyszukiwarce i tak jesteśmy nisko. WTF Google? – chciałoby się zapytać ;-)

Tutaj z pomocą przychodzi Eli ze swoim postem z 2007 (tak z 2007, on jest po prostu tak zajebisty ;-) ).

W tym momencie oczekuję, że każdy przejdzie na stronę bluehatseo i przeczyta cały wpis (albo i cały blog, ale do tego trzeba wszystko sobie wydrukować i kupić kilka różnokolorowych zakreślaczy, żeby zrozumieć połowę ;-) ), dlatego nie mam zamiaru tłumaczyć czy robić czegokolwiek innego poza przejściem do sedna tego postu..

a sednem jest nowy plugin do Wordpressa na który natknąłem się dzisiaj – Link Log Matcher.

Zasada działania jest piękna i prosta: za każdym razem, gdy ktoś trafi na naszego bloga nie z SERPów, a z normalnej strony, plugin tworzy niewidzialny iframe, który pinguje podstronę z której mamy wejście. Prawda, że genialne w prostocie? Zasada win-win: jeśli dana podstrona z linkiem do nas nie była w indeksie Google, to po chwili będzie – korzysta zarówno osoba do nas linkująca jak i my, bo cieszymy się z linka który Google dopiero teraz zauważy.

Metodę przetestowałem przed chwilą.

Blog A – w którym wyłączyłem pingowanie, napisałem nowy post w którym zalinkowałem do bloga B z zainstalowaną wtyczką LLM. Kliknąłem w odnośnik we wpisie na blogu A, przeszedłem po linku na blog B (obserwowałem jak w pasku łączy się z pingomatic; widać też oczywiście gotowy iframe w kodzie) i odczekałem chwilę. Po 6 minutach Google przyszło i zaindeksowało wpis na blogu A.

Wiadomo, że ta metoda nas nie zbawi, bo linki same budować się nie będą, ale przy założeniu, że tworzymy wartościowe strony (i że ludzie linkujący do nas mają ruch na stronie) możemy znacząco poprawić widoczność linków prowadzących do naszej strony.

PS. Jeśli tytuł ciągle wydaje Ci się dziwny, to zacznij oglądać How I Met Your Mother i wróc dopiero jak skonczysz kilka serii ;-)

SEO narzędzia za linki.

Nawet nie będę zaczynał pisać czemu znowu taka przerwa w postowaniu. Ograniczę się do „bo tak” ;-)

Dzisiaj szybki wpisik, bo myślę, że warto skorzystać z fajnej promocji firmy CleverStat. Nie ma tu żadnego refa a ja nic z tego, że was informuję nie mam.

Do rzeczy:  CleverStat to producent m.in znanego pewnie większości Free Monitor For Google. Oczywiście w swoim arsenale ma też kilka innych fajnych programów (jak darmowy Parameter – który okazał się bezcenny przy sprawdzaniu efektów wczorajszego Update PR) a większość ma oczywiście płatne licencję.

1 kwietnia ogłosili na swojej stronie, że chcą rozdawać licencje na swoje programy w zamian za linki. Osobiście zawsze chciałem sobie sprawić dużo lepszą wersję Monitora, czyli Accurate Monitor for SE, ale jakoś nigdy nie czułem potrzeby wydawania 150$ na coś bez czego mogę sobie w zasadzie poradzić, przy dość małym wysiłku (no bo po co mi te wykresy, ta historia zapamiętanych pozycji, przecież i tak sam robię raporty i takie tam).

Ale co innego kasa, a co innego marne 3 linki z systemowych stron które akurat mają PR3, prawda? ;-) Zrobiłem wszystko zgodnie z instrukcją – i po 24h dostałem info, że  zostałem zaakceptowany i dostałem rabat 100% na produkt za 149$.

Wybrałem oczywiście Accurate Monitor for SE (Business License) i po chwili przyszedł kolejny mejl z licencją na program. Teraz właśnie się nim bawię i postanowiłem podzielić się tym z Wami ;-)

Ja linkowałem do nich z 3 stron o PR3, ale równie dobrze może to być 10 stron o PR0, 2 linki PR4 lub jeden PR5 (i to już za produkt do 299$ a nie 149$). Szczegóły na stronie CleverStats.

To co, linkujcie i bawcię się dobrze ;-)

PS. Szanowne Google zwróciło mi PR3, co mnie niezmiernie cieszy. Obiecuje mniej spamować!

Bo doba ma 24h.

A ja potrzebuję snu.

Rok 2009 zaczął się ostro i póki co nie spuszcza zbytnio z tonu. Do jednego, domowego, etatu doszedł mi drugi (dzięki Leszek ;-) ) zupełnie nie w domu.  Przełożyło się to na totalne rozbicie mi cyklu dnia, który jeszcze w styczniu zaczynał się około 11, a kończył o 2-3 w nocy. Teraz codziennie o 6 rano jestem szczęśliwy i wyspany, a o 8 piję pierwszą kawę.  W biurze. Wracam o 17, a o 23 jestem już ponownie szczęśliwy w łóżku.

Wizja takiego cyklu dnia jeszcze w styczniu wydawała mi się nie do pomyślenia. Teraz znowu nie wiem w jaki sposób mogłem wtedy wytrzymać przy komputerze do 3 w nocy ;-)

Kilka osób zdziwiło się gdy dowiedzieli się o mojej pracy u kogoś. Do tekstów w stylu „jak to, ty na etacie?”  już zdążyłem się przyzwyczaić. Do tego, że dołożyłem sobie drugą pensję w czasach kryzysu też ;-)

Wszystkie opinię jaki to pozycjoner musi być kiepski, skoro nie potrafi sam siebie utrzymać (bo czemu inaczej zgodziłby się na etat, right?)  mam w zasadzie głęboko gdzieś, ale pozwalam ludziom tak myśleć, w końcu każdy ma prawo się mylić.

Myślę, że okres przejściowy mam już za sobą, że będę mógł już odpowiednio dzielić swój czas, między prace i pracę i bloga. To znaczy więcej wpisów tutaj niż w lutym, co mam nadzieję niektórych ucieszy ;-)

Nowości.

Znaczy to też, że skończę wreszcie moje 2 projekty, czyli płatny katalog opisowy postawiony na Wordpressie,  oraz stronkę z darmowymi, zoptymalizowanymi pod seo, oraz spolszczonymi skórkami do WP. Nie jest to nic wielkiego, ot, 2 kolejne stronki w sieci, ale fajnie będzie skończyć wreszcie coś co zaczęło się w 2008 (nie znaczy to, że te projekty były takie trudne, tylko, że po prostu nie miałem czasu ;-) ).

No i jest jeszcze ten 3 projekt który siedzi w mojej głowie już tak długo, że ostatnio odnalazłem w sieci jego anglojęzyczny odpowiednik. W zasadzie to za wcześnie żeby go wprowadzać w naszą polską sieć (bo zapewne podzieli los seowykopu.pl – tematyka podobnie niszowa), ale przy praktycznie braku kosztów użytkowania stronka może sobie poleżakować i oczekiwać na lepsze czasy.

Motywacja.

Wczoraj dostałem też złośliwego mejla z zapytaniem czy będę robił podsumowanie ostatniego miesiąca. Otóż nie będę ;-) ale dziękuję za mejla, zmotywowało mnie to do napisania tego wpisu, a jak wiadomo, po długiej przerwie  najtrudniej jest zacząć.

A gdyby to była Wasza matka?

Na koniec chciałbym też oficjalnie podziękować szanownemu Google za wyzerowanie PR na blogu i olanie mojej prośby o przywrócenie go. Te codzienne  linki z for do „bynajmniej to nie przynajmniej” zapewne zmusiły pracowników do ręcznego zerowania. Przecież każdy wie, że jak piszesz coś do czego ludzie linkują sami z siebie, to prędzej czy później zostaniesz jakoś ukarany, prawda?

Analiza konkurencji

Jako, że ostatnio analiza konkurencji pod daną frazę to moje ulubione zajęcie (tak, to ironia) to postanowiłem zapisać sobie co i jak robię. Może komuś początkującemu się przyda, a ja liczę na jakieś porady bardziej doświadczonych kolegów pozycjonerów.

Na początek narzędzia, czyli czego używam:

  1. SEO Plugin for Firefox – czyli wtyczka analizująca między innymi: Page Rank strony, linki wg. Yahoo, wiek domeny i pełno innych czynników które można wykorzystać przy analizie konkurencji
  2. SEO SpyGlass – czyli maszynka do sprawdzania anchorów backlinków prowadzących do strony, którą analizujemy. Można używać innych programów,czy stron analizujących backlinki, ale ja po prostu lubie ten

Oczywiście daną frazę już mam (bo mi zlecili) więc robię zwykle wyszukiwanie. Używam SEO Plugin for Firefox, więc przy każdym wyniku mam ustawione pokazywanie PR strony oraz ilość linków prowadzących. Zwracam też szczególną uwagę na wiek domeny, to czy w tytule strony jest zawarte moje słowo kluczowe, czy opis jest przypadkowy, czy też specjalnie napisany pod daną frazę, oraz czy fraza powtarza się nazwie domeny/podstrony. Jeśli jakaś strona ma sitelinks pod daną frazę, to przestaję myśleć o zdobyciu top1 ;-)

Oczywiście mógłbym oceniać po ilości wyników wyszukiwań na daną frazę i olać sprawę jak robią to nasi młodzi piozycjonerzy, którzy wyznają popularną w Polsce zasadę „nie znam się na tym, pomóżcie :( ile punktów z swla wystarczy?” ale przecież coś muszę robić.

Najważniejsze czynniki (kolejność dość przypadkowa):

  1. Page Rank strony
  2. Wiek domeny
  3. Ilość linków przychodzących
  4. Fraza kluczowa w tytule
  5. Fraza kluczowa w opisie
  6. Fraza kluczowa w linku/domenie

1. Wiadomo, że nie można się sugerować samym zielonym paskiem, ale każdy myślący wie, że jeśli za PR stoi duża ilość linków, to jest on miarodajny.

2. Im domena starsza, tym teoretycznie trudniej będzie ją zrzucić z topu. Oczywiście chodzi mi o to, że jakbyśmy mieli 2 identyczne strony, z taką samą ilością linków przychodzących, taką sama optymalizacją i ogólnie wszystkim takim samym, to o tym co będzie pierwsze może zdecydować wiek domeny.

3. W zasadzie najważniejszy czynnik określający trudność danej frazy. Jednak same liczby mogą nas wprowadzić w błąd (i zazwyczaj na mniej konkurencyjne frazy wprowadzają), dlatego koniecznie trzeba sprawdzić (np, przy pomocy SEO Spyglass) anchory linków prowadzących do strony.

Często zdarza się, że strona jest pod daną frazę wysoko tylko dzięki optymalizacji czy linkowaniu wewnętrznemu i mimo, że ma tysiące linków to łatwo będzie ją zbić z topu, dodając linki z odpowiednimi anchorami. Po określeniu anchorów linków przychodzących warto jeszcze spojrzeć na jakość tych linków. Może strony z których pochodzą maja i wysoki PR i kilka tysięcy linków przychodzących, ale dany link jest np. jednym z 600 linków na tej podstronie?

Punkty 4,5,6 nie są aż tak ważne (no, dobra, punkt 4 jest ważny) ale możemy z nich wywnioskować, czy konkurencja będzie nam robić problemy, czy też spokojnie utrzymamy nasze pozycje. Jak to poznać? Po prostu, po tym czy strony wysoko w rankingu są odpowiednio optymalizowane pod daną frazę. Jeśli widzimy frazę zarówno w nazwie domeny, tytule i opisie strony, to wiemy, że samą optymalizacją nic nie zdziałamy i trzeba wyciągnąć wielkie działa w postaci starej dobre zasady o wszystko mówiącej nazwie – linki, linki, linki.

Naturalnie na początku polecam też sprawdzenie jak prezentuję się fraza w adwords. Wysoka konkurencja i stawki na daną frazę oznaczają zwykle zabawę  z innymi specjalistami od SEO, co jak wiemy jest esencją tej pracy ;-)

Odkrywam w sobie nieśmiałą świadomość, że o czymś zapomniałem, ale zrzucę to na brak kawy. Dajcie znać w każdym razie ;-)

Podsumowanie: Styczeń 2009

Wg zasady: jak nie masz pomysłu/czasu na pełnowartościowy wpis, to zrób jakąś listę, przedstawiam podsumowanie stycznia 2009.

Top 3 artykułów

1. Optymalizacja WordPressa – wpis wpisem, ale komentarze do niego trzeba przeczytać wszystkie. Nie dość że jest ich najwięcej w historii bloga, to jeszcze są merytoryczne ;-)
2. 15 darmowych skórek do Wordpressa
3. SeoNiewypał Jeża

Top 3 wejść z blogów

1. zarabianie-na-blogu.pl (280 wejść, średnio 00:01:55, bounce rate 54.76%)
2. pajmon.com (109 wejść, średnio 00:03:01, bounce rate 30.30%)
3. topblogger.pl (101 wejść, średnio 00:01:38, bounce rate 57.14%)

Jak widać osoby przechodzące z blogu pozycjonera zatrzymały się dłużej, przeczytały inne artykuły zamiast uciekać ;-)

Top 3 komentujących

1. BIelack http://www.pajmon.com/
2. Tomek http://ittechblog.pl/
3. szook http://www.blog.szook.pl/

Trójka wyłoniła się dzięki 67 komentarzom do wpisu o optymalizacji WordPressa.

Top 3 wejść z Google

1.  wordpress (287 wejść, średnio 00:01:51m na stronie, bounce rate 35% )
2.  e-weblink – test (254, średnio 00:03:21m na stronie, bounce rate 12,50% )
3.  wordpress seo (140, średnio 00:03:08 na stronie, bounce rate 12.50% )

Inne

Szanowne Google postanowiło nagrodzić mnie w styczniu zmniejszeniem PR strony do 0.  Czymże sobie zasłużyłem? Chyba wiem, dlatego od 2 tygodni czekam na rozpatrzenie mojego wniosku o przywrócenie PR. Co ciekawe, strona nie dostała żadnego filtra.

Licznik Feedburnera (uśredniony na styczeń) pokazuję liczbę 179.

W porównaniu do grudnia 2008 roku:

Liczba wizyt wzrosła z 4,902 na 5,780

Bounce Rate zmalał z 68,79% na 63,77% (- 7,29%)

Czas spędzony na stronie wzrósł z 3:32 na 4:40 (+31,74%)

Dzisiejszy wpis sponsoruje fraza bounce rate. Ciekawe jaki teraz wpływ na naturalną pozycję ma zagęszczenie słowa kluczowego na podstronie ;-)

Sposób na spamblogi

Spamblog – czyli wg definicji blog automatycznie pobierający content z innych stron, najczęściej wykorzystując do tego kanał RSS. Większość blogerów/internautów zwykle pakuję wszystkich twórców spamblogów do jednego worka z napisem: złodzieje. Ja jednak lubię przyglądać się różnym odcieniom szarości, bo wiem, że nic na świecie czarno-białe nie jest. Wyróżnić możemy więc 3 rodzaje twórców spamblogów.

1. Myślący.

Czyli te które za pomocą wtyczki wp-autoblog (najczęściej) używają excerpta z naszego posta, dodając na początku (lub na końcu) postu regułkę: (Autor bloga) napisał fajną notkę na temat: (temat) i potem 3 linijki excerptu. Taki spamblog daję nam link prowadzący do naszego wpisu i notkę zachęcająca do przeczytania. Także każdy internauta który trafi na spamblog przez Google, jeśli będzie zainteresowany artykułem, przejdzie na naszą stronę i każdy będzie szczęśliwy, bo naprawdę nie wiem czym taki spamblog różni się od serwisu social media, czy nawet katalogu. (I proszę nie pisać mi o Duplicate Content, bo jeśli myślicie że taki spamblog będzie konkurować z wami w serpach, tzn że nikt wam tych wpisów nigdy nie ukradł i bijecie piane dla zasady).

Plusy dla właściciela bloga:
Link z anchorem do naszego postu
Excerpt naszego wpisu zachęcający do odwiedzenia naszej strony

Minusy dla właściciela bloga:
Brak

Plusy dla splogera: (pomijam te oczywiste, wspólne dla każdego sploga)
Większość myślących blogerów daję sobie spokój z interwencją, bo wie, że taki spamblog to dla nich dodatkowa reklama i źródło trafficu, więc twórca w zasadzie może spać spokojnie.

Minusy dla splogera:
Brak

2. Nie wiem co robię, ale chyba ok?

Twórcy ci zwykle czytają na necie tutorial i nie myśląc zbytnio ładują cały RSS (czyli nie używają excertpa) bez linka zwrotnego do strony. Jak sobie radzić z takimi spamblogami pisałem już kiedyś w temacie Linki w RSS. Sposób ten pozwala na dodanie linka bezpośredniego do naszego artykułu, jak i 5 dodatkowych do innych powiązanych artykułów.

Ponownie, jeśli ktoś scrapuje twój content, tzn że tworzysz dobrego bloga, tzn że Google nie zacznie zaraz karać Cię za to, że ktoś od Ciebie ściąga artykuły. Ponownie więc, masz same korzyści .

3. Idiota.

Osoba która jest na tyle zaawansowana technicznie, że potrafi stworzyć skrypt, który pobierze nasz cały RSS i usunie z niego wszystkie linki, a jednak na tyle głupia, że myśli że uda jej się z tym uciec. W sensie, naprawdę, takie działanie można porównać, do kupienia nowej domeny, stworzenia na na niej blackhatowej strony i zgłoszenia jej do Google tego samego dnia. Tak, jeśli kradniesz content usuwając wszystkie linki, to ktoś Cię zgłosi, i to prędzej niż później, skoro takie strony zgłaszam nawet ja.

Plusy dla właściciela bloga:
Brak

Minusy dla właściciela bloga:
Silne oddziaływanie faktu kradzieży treści na ego blogującego, które zawsze doprowadzi do tego, że autor zgłosi do Google taki splog.

Plusy dla splogera:

Hmm, brak?

Minusy dla splogera:
Szybki ban.

Sposoby na Spamblogi.

Wszystkie sposoby będą dotyczyć radzenia sobie z 3 typem spamblogów.

1. RSS z niespodzianką.

Dzięki temu sposobowi, nasz sploger przy kolejnym pobraniu RSSów z naszego bloga, zamiast naszych wpisów dostanie niespodziankę w postaci np. bardzo nieładnych treści dla dorosłych. Musimy tylko namierzyć IP naszego sploga i ustawić regułkę w .htaccess naszego bloga

RewriteCond %{REMOTE_ADDR} ^80.80.80.80$
RewriteRule .*  [R,L] 

Sposób nie działa,  gdy spamblog łączy się bezpośrednio z RSSem z Feedburnera. Zwykle jest tak, że autor sploga wpisuję adres naszej strony do skryptu/pluginu i daje mu działać. Wtedy niezależnie od tego czy mamy Feedburnera czy nie, i tak dostanie przekierowanie na feed podany przez nas. Jeśli jednak autor zadał sobie tyle trudu, że odszukał najpierw nasz adres na Feedburnerze i pobiera bezpośrednio stamtąd, to sposób nie zadziała.

2. Kontakt z autorem.

Piszemy mejla do autora, prosząc ładnie o usunięcie treści. Każdy chyba wie o co chodzi.
Przy okazji puszcze jeszcze pinga do Antywebu. Może Hazan przestanie już pisać takie notki jak ta do które linkuję, bo naprawdę, jego naiwność zabija. Ja wiem, że to polska i dla autora takie zachowania to jeszcze coś nowego, ale pisanie posta w stylu – ktoś mi podbiera treść, patrzcie jak go ośmieszę pisząc taką notkę – ośmiesza tylko twórce najczęściej odwiedzanego polskiego bloga.
Niektóre komentarze też zabijają – ciekawe czy po pisaniu o czystości internetu i braku moralności „obrońców spamu”, autorzy poszli posłuchać mp3 czy obejrzeć film ściągnięty z netu..

3. DMCA Notice

Jeśli przypadkiem nasz splog znajduję się na zagranicznym serwerze, to można wysłać tzw DMCA Notice na adres podany w kontakcie hostingu. Wystarczy napisać, że jesteśmy autorami danych postów (podać linki) i żądamy ich usunięcia. Hosting skontaktuję się wtedy z twórcą bloga i w 90% przypadków mamy problem z głowy. Przykłady DMCA Notice można znaleźć w necie, także nie będę podawał treści pisma (niech mnie ktoś oświeci, działa to na polskich hostingach?)

4. Zgłaszamy spam do Google.

Jeśli mimo zastosowanie 2 ostatnich podpunktów, autor ciągle ma nas gdzieś, to wysyłamy spamraport do Google. Oni załatwią sprawę szybko i bezboleśnie. Sposób jest skuteczny, ale nie polecam go stosować na początku – jeśli zrobimy to od razu, to autor po prostu kupi nową domenę i powtórzy proces. Jeśli jednak dostanie mejla z prośbą o usunięcie, lub hosting każe mu usunąć takej treści, to jest szansa, że się przestraszy, lub chociaż pomyśli co robi nie tak?

5. Usuwamy kanał RSS.

Metoda drastyczna, ale jeśli czujemy, że nie potrzebujemy RSSów to po prostu usuwamy kanał. W Wordpressie można to zrobić dodając ten kod do pliku functions.php naszego theme.

function fb_disable_feed() {
	wp_die( __('Nie ma RSS. Powrot!') );
}

add_action('do_feed', 'fb_disable_feed', 1);
add_action('do_feed_rdf', 'fb_disable_feed', 1);
add_action('do_feed_rss', 'fb_disable_feed', 1);
add_action('do_feed_rss2', 'fb_disable_feed', 1);
add_action('do_feed_atom', 'fb_disable_feed', 1); 

6. Wysyłamy link do tego wpisu.

Bo przecież nikt nie lubi być idiotą ;)

Optymalizacja WordPress’a

Bynajmniej nie będę opisywał jak to każdy może sobie zoptymalizować bloga, bo jest już dostępnych kilka poradników i nie będę powielał treści już spisanych. Napiszę po prostu co zrobiłem od początku stycznia 2009 z blogiem bynajmniej.pl. Dla siebie, ewentualnie dla potomności ;-)

Zmiana serwera.

Blog przeniósł się z serwera w UK, hostowanego przez Hostnine i wylądował w Polsce, na serwerze w Gdańsku, hostowanego przez firmę netmark.pl. Hostnine był dobrym serwerem, ale w miarę jak rozrastały się moje inne strony, blog zaczął coraz częściej rzęźić i nawet znikać na kilka godzin z błędem 503. Decyzję o przeniesieniu podjąłem właśnie w czasie takiego padu, a że akurat byłem na blogu pajmon.com i zauważyłem ikonkę netmarku, to bez wahania wykupiłem tam najniższy pakiet i ekspresowo przeniosłem bloga (pierwszy raz udało mi się od razu osiągnąć zgodne kodowanie bazy danych). Chociaż może ekspresowo to nie bardzo pasujące tu słowo bo..

Domena.

Domena bynajmniej.pl wygasała 3 stycznia 2009 roku, więc zawczasu przejrzałem oferty przedłużeń wszystkich rejestrantów i wybrałem najlepszą  czyli ovh.pl. Przetransferowałem domenę z az.pl (tam cena za przedłużenie to 130zł) do ovh, i 2 stycznia przedłużyłem (45zł). Piszę o tym, bo ovh.pl ma chyba najdłuższe czasy propagacji dnsów ze wszystkich rejestrantów jakich do tej pory używałem. Domena miała czkawkę prawie całe 24h, co zmusiło mnie do usunięcia kopii strony z hostnine, gdyż pojawiały się tam nowe komentarze, a nie chciałem już babrać się z bazą danych. Wszystkich którzy akurat trafili w tym czasie na stronę przepraszam, ale nie miałem pojęcia, że zajmie to tyle czasu.

PhpSpeedy.

Inspiracja przyszła z tego wpisu. Sprawdziłem przez ySlow jak radzi sobie bynajmniej.pl.

clipboard01

Wynik był mało zadowalający, więc zaprzęgłem Google do roboty i znalazłem kilka wpisów traktujących o optymalizacji WordPressa. Jeden wpis jak i cały blog okazał się kopalnią wiedzy na ten temat, dlatego postanowiłem wykonać większość poleceń Vladimira, takich jak instalacja cache dla gravatarów (używając tego pluginu ), usunięcie systemu rewizji, czy instalacja pluginu automatycznie optymalizującego bazę danych.

Najważniejsza jednak okazała się wskazówka dotycząca pewnego pluginu do Wordpressa – PhpSpeedy. Plugin ten zoptymalizował mi pliki css i javascript łącząc je w jeden i dołożył nagłówek expires. Po poprawkach dostosowujących go do Wp-Super Cache, oraz usunięciu widżetu flakera oraz kodu z blogadvertising zrobiłem ponownie test.

clipboard02

Jak widać 19 zapytań to obrazki, które mogłbym teoretycznie zredukować do 1, jednak nie mam pojęcia jak wykorzystać CSSSprite z Wordpressem (i chyba byłoby to niewykonalne, z racji regularnych zmian obrazków na stronie głównej). Myślę, że zejście z 69 do 23 to niezły wynik, dlatego głębiej wchodzić już w to nie będę :-)

Nofollow.

Ostatnią rzeczą za która się wziąłem był odpływ linkjuice’u zarówno ze strony głównej bloga, jak i podstron. Postanowiłem wziąć się za wszystkie zdublowane linki (czyli np. 3 linki prowadzące do tego samego wpisu), linki z obrazków reklamowych, gravatary, linki z górnego menu do stron, oraz wszystkich linków prowadzących do kategorii (które jako strony mają u mnie parametr noindex).

Wydawałoby się, że nie powinienem mieć problemów z tym zadaniem i rzeczywiście z większością poradziłem sobie dość szybko, doklejając do szablonu odpowiednie tagi.

Problemem okazał się sposób wyświetlania menu kategorii

menu

WordPress wyświetla przez plik header.php używając wp_list_categories.

Trochę czasu zajęło mi odnalezienie rozwiązania, dlatego zamieszcze je tutaj dla potomności. Aby uzyskać taki efekt wystarczyło użyć filtru wp_rel_nofollow, prawda, że oczywiste (ja też nie widziałem do dzisiaj, że Wordpress ma filtry)?

Jednak samo dodanie kodu

add_filter('wp_list_categories','wp_rel_nofollow');

do pliku wp-includes/default-filters.php nie załatwi sprawy, gdyż występuję tam jakiś bug, który uniemożliwia prawidłowe dodanie nofollow do kategorii. Rozwiązaniem jest edycja funkcji wp_rel_nofollow() w pliku wp-includes/formatting.php. Wystarczy usunąć linijkę zawierającą

$text = $wpdb->escape($text);

.

Po tym jak uporałem się z kategoriami, chciałem też założyć filtr, na funkcję comments_popup_link która odpowiada za wyświetlanie ilości komentarzy przy postach na stronie głównej, i oczywiście linkuję do tych postów (tak, dołożyli 3 link, jakby ten z tytułu i z „więcej” nie wystarczył).

Rozwiązanie znalazłem na tej stronie. Wystarczy przekopiować zawartość nofollow_functions.php i dokleić to czego potrzebujemy do naszego themowego functions.php (lub utworzyć nowy plik, jeśli functions.php nie istnieje). W moim przypadku musiałem edytować plik odpowiedzialny za wyświetlenie strony głównej i dopisać do funkcji comments_popup_link nofolow, dzięki czemu otrzymałem funkcję

nofollow_comments_popup_link.

Cachowanie widżetów.

Osobiście nie używam widżetów na tym blogu, ale na innych stronach tak, dlatego polecę jeszcze ten plugin, dzięki któremu możemy obniżyć ilość zapytań do bazy naszej głównej strony o nawet 70%. Myślę, że nie muszę tłumaczyć zbawiennego wpływu tego pluginu na hosting i czas wgrywania strony.

To do.

Do zrobienia została mi zmiana nazwy slugu każdej kategorii, która dostała jakiś GooglePR (mimo noindex na danej stronie, PRsą wyższe od 0), stworzenia posta z tym slugiem i automatyczne przekierowanie go na stronę główną. Zawsze to kilka linków z PR większym od zera więcej. A może coś jeszcze? Dajcie znać, z czym można jeszcze pokombinować :-)

SeoNiewypał Jeża?

Postanowiłem zajrzeć wreszcie do panelu SeoDopalacza Jeża, o którego starcie pisałem w lipcu 2008 i do którego stworzyłem odpowiednią wtyczkę do Wordpressa.

Bilans prezentował się następująco 72 strony typu Pressel Page, większość na unikalnych IP i nowych, specjalnie zakupionych do tego celu domenach. 29 dodanych artykułów, które uprzednio zamówiłem i opłaciłem.

Każdą z domen sprawdziłem po kolei  (czy presell istnieje, PR, site/ban), a efektami kontroli podzielę się z Wami.

Na 70 domen, 14 nie działało, w tym tylko 6 było nieaktywnych w panelu, co dawało mi mnóstwo pustych punktów.

70-14=56

na 56 domen 16 było zbanowanych w Google.

56-16=40

na 40 domen, jedna ma PR2, a 13 Pr1.

Ze sprzedaży zarówno małych punktów jak i dużych zarobiłem w sumie 0 złotych, 0 groszy.

Na kupno domen, serwera, artykułów do precli wydałem trochę za dużo.

Jakieś tam pozycję widać w panelu linków, ale bez żadnych rewelacji. Przy tym nakładzie kasy i czasu, takie, a myślę, że dużo, dużo lepsze pozycje mógłbym osiągnąć w każdym innym systemie wymiany linków, czy nawet używając zwykłych precli.

Na PiO trwa dyskusja nad tym, czy userzy powinni dostawać jakieś bonusy za to, że przedłuża domeny. Ja byłbym za zwrotem kosztów, bo tylko to uratuje te domeny, których nawet nie opłaca się przedłużyć i zmienić treści licząc na linki i wyższy PR. Sorry Jeżu, ale tak jak można przeczytać u mkane, założenia świetne, ale rzeczywistość przerosła wszystkich wizjonerów.

Chociaż może to ja się nie znam, jakie są wasze doświadczenia z SeoDopalaczem?