Stefanfork i Content Marketing

Pięć lat temu napisałem tekst o Panu Stefanie i jego sklepie ze sztućcami. Pięć lat temu, więc w 2009 roku. Przypominam, że w 2009 prezydentem Polski był pan Kaczyński, prezesem PZPN był Grzegorz Lato, a ja nie pracowałem na etacie i miałem miesięczne wakacje, na których nie musiałem myśleć o dopływie gotówki. Krótko mówiąc, od tego czasu dużo się zmieniło. Pytanie: czy zmieniło się także SEO?

Czytaj dalej Stefanfork i Content Marketing

release your endorphins

Wracałeś kiedyś do biegania po dłuższej przerwie?

Pamiętasz ten moment, kiedy po godzinie 22, wreszcie udało Ci się zmusić do założenia całego stroju: termoaktywnej bielizny, koszulki, bluzy, kurtki, rękawiczek, czapki i wreszcie butów? Kiedy już wyszedłeś z domu walcząc po drodze z ustawieniami GPSa i myślałeś nad trasą, którą chcesz pokonać?

Czytaj dalej release your endorphins

Po co Ci katalog stron?

To pytanie, na które KAŻDA osoba prowadząca katalog stron powinna odpowiedzieć w ciągu 3 sekund, obudzona o 3 w nocy.

Obawiam się niestety, że nawet po 10 minutowym zastanowieniu – po 8h śnie i w samo południe – duży procent właścicieli takich katalogów miałaby z odpowiedzią problem.

Jeżeli nie rozumiesz bez tłumaczenia, to znaczy, że nie zrozumiesz, choćbym ci nie wiem ile tłumaczył.

Czytaj dalej Po co Ci katalog stron?

Cena prywatności

Post aktualizowany 22.01.2014

Kilka dni temu Google ogłosiło wprowadzenie SSL (defaultowo) dla wszystkich zalogowanych użytkowników wyszukiwarki. Chwali się tym, że dzięki temu zabiegowi zwiększy się poczucie bezpieczeństwa i ochrona danych użytkowników. Przy okazji firma ogłosiła, że od tego momentu frazy, które wpisali użytkownicy trafiając na naszą stronę, nie będą pokazywać się w statystykach strony. Widoczne będzie tylko źródło ruchu.  Chyba że użytkownik kliknie w reklamę płatną, wtedy otrzymamy pełną informację.

Podwójne standardy? Hipokryzja? Wprowadzanie w błąd?

Czy może wszystko na raz?

Zestawienie obok siebie szczytnego celu ochrony danych użytkowników przez zastosowanie SSL wraz z ukryciem zapytań będących źródłem odwiedzin dla większości ludzi (dla mnie na początku też) wydawało się logiczne. Skoro wprowadzają SSL, tzn. że nie mogą przekazać referra, prawda? Nie.

Po prostu nie chcą tego robić. Fakt, że frazy z Adwords będą widoczne, powinien zastanowić nawet osoby kompletnie nie znające się na sprawach technicznych. Bo skoro jest to możliwe tutaj, to dlaczego blokować to samo dla fraz organicznych? Wie to chyba tylko samo Google. Chociaż w zasadzie to powinno być jasne i dla nas:  Google dba o naszą prywatność.. no chyba, że ktoś płaci im za dane i obliczanie ROI, wtedy już nie.

Opinie

Oburzenie w blogosferze (nie tylko stricte seo) na świecie, nijak ma się do opinii na naszym rodzimym podwórku gdzie, oprócz neutralnych i (w miarę) racjonalnych wpisów,  jak zwykle możemy poczytać ciekawe opinie: że Google robi to specjalnie, żeby sprzedać płatną wersję Analytics (w aż taką hipokryzję chyba nawet ja nie uwierzę), lub że warto będzie poszukać alternatywy dla Google Analytics.. (jakby to miało znaczenie.. przypominam, zmiana dotknie nie tylko GA, ale wszystkie systemy statystyk).

Jednak moim faworytem jest Pan, który napisał:

Dla modelu pozycjonowania za efekt nic się nie zmieni. Tam się w statystyki właściwie nie zagląda.

Pogratulować tylko :)

 To co teraz?

Jakby ktoś nie zrozumiał o co mi tak w ogóle chodzi, to postaram się to napisać w punktach, w miarę łatwo i przystępnie:

  • Na naszych oczach Google kopie w tyłek całą branżę SEO, mówiąc nam, że w statystykach nie będzie widoczna fraza, za pomocą której użytkownik wszedł na stronę
  • Robi to nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że ma taki kaprys (a poza tym, jak to testowali, to nikt nie zauważył)
  • Przez to nie będziemy wiedzieć, które frazy przyniosły nam największy ruch /zrobiły sprzedaż, nie będziemy wiedzieć w jakie frazy inwestować, a które sobie odpuścić
  • Może zrobić to w przyszłości też dla całego searcha zmieniając całkowicie branżę SEO (przypominam nie chodzi o SSL, tylko o czyszczenie refa)

Jeśli teraz nic z tym nie zrobimy, to za rok Google zrobi to samo z całym searchem, bo skoro „nikt nie oburzał się wtedy, to i teraz jakoś nam się to uda”. Skoro Rand Fishkin apeluje na seomozie o to, żeby pokazać Google, że nam się to nie podoba, to ja naprawdę przyłączam się do tego apelu.

(not provided)

To oznaczenie fraz, na które weszli użytkownicy zalogowani do Google z włączonym SSL. Wykres zaprezentowany poniżej przedstawia procent wejść oznaczonych jako (not provided) w czasie.  Będzie aktualizowany. Zachęcam wszystkich do robienia swoich analiz, może za jakiś czas będzie okazja się tym podzielić i porównać. Jak najprościej można ustawić sobie alert w GA jest opisane tutaj.

Ruch oznaczony jako (not provided) w %

 

Aktualizacja 22.01.2014

W tym momencie ruch (not provided) na większości stron wynosi już 90-99%. Google postanowiło jednak zareagować i poprzez Google Webmaster Tools udostępniło (od stycznia 2014) możliwość podejrzenia fraz oraz ilości wyświetleń i wejść na nie. Po połączeniu konta Google Analytics z GWT dane te możemy oglądać też w Google Analytics.

 

Porządki w WordPressie

Dzisiaj w ramach pierwszego postu z serii wpisów „Przydatny Piątek” opiszę jak szybko, wydajnie i – co najważniejsze – automatycznie, utrzymywać porządek na stronach z zainstalowanym skryptem WordPress.

Wszyscy posiadacze WordPressów powinni skorzystać po przeczytaniu tego wpisu, ale myślę, że największe korzyści odniosą właściciele dużych sieci precli.

Czytaj dalej Porządki w WordPressie

Czemu kradniesz mi posty?

Jeśli scrapujecie blogi z wordpress.com to na pewno w komentarzach do ściągniętych wpisów znajdujecie codziennie narzekanie wstrząśniętych userów tegoż systemu, którym kradniecie w pocie czoła napisane posty.

Po powrocie z urlopu zacząłem przeglądać komentarze w jednej z moich sieci wordpressów i wyróżniłem kilka typów naszych biednych i okradanych autorów.

Typ pierwszy – pani w średnim wieku

Jak śmiesz kraść moje posty! Znalazłam je tu wszystkie! Nie wiem ile czasu zajęło Ci przepisywanie (lol!) ale masz natychmiast je skasować.

Typ drugi – maczo

Kradniesz posty z mojego bloga. Natychmiast je skasuj. To twoje pierwsze ostrzeżenie!

Typ trzeci – imoł

Jak możesz tak po prostu przepisywać to co stworzyłem? :( Nie potrafisz sam nic napisać? Jesteś żałosny!

Typ czwarty – nerd

„Do wszystkich zainteresowanych”, i bla bla bla,

czyli zwyczajne zgłoszenie DMCA Notice do hosta z pokazaniem w którym miejscu są zescrapowane posty i ile czasu ma się na ich usunięcie. Jako że hostuję się w Stanach, to niestety muszę na to reagować i kasować posty, pain in the ass, ale co zrobić.

Typ piąty – zbawicielka internetu

Typ piąty najpierw komentuje kilka swoich postów na naszym blogu (wyrażając oburzenie oczywiście), po czym odczekuję trochę czasu i jeśli nie ma odzewu, to piszę post u siebie zaczynając krucjatę. Zapewne jest to dla niej bardzo ważne i wie, że robi dobrze bo walczy o swoje prawa (amerykanie są dziwni w tej kwestii, najlepiej nie wdawać się w dyskusję na temat ich praw, bo mają mentalność babć od Radyja w tej kwestii).

Pierwszy post – Uwaga, pod tym adresem, jest blog który kradnie naszą prace.

Drugi post, po godzinie – Nie mogę uwierzyć! Post w którym ostrzegałam przed złodziejem, też został ukradziony!!!

Trzeci post – Oto co możecie zrobić żeby bronić się przed złodziejami!

Czwarty post – Jeszce nie wiem, nie doszedłem do tego momentu z moją zbawicielką ;)

Typ szósty – omg! ktoś mnie zacytował!

Typ 6, jest dość śmieszny, bo sam dziękuje Ci za to że przywłaszczyłeś sobie jego posty. Zwykle dziewczyna. Zwykle młoda. Oby takich więcej ;)

Typ siódmy – no, ma ktoś typ siódmy? Komenty do dyspozycji :)

Downside tego wszystkiego jest taki, że te mendy zgłaszają takie blogi nie tylko do wordpress.com czy naszych hostów ale i do Googla, który robi z nimi porządek. Tak więc po urlopie czekało na mnie kilka nowych i niespodziewanych banów, no ale trzeba zapomnieć i robić swoje.

Teraz informacja dla wszystkich zbulwersowanych i pytających ‚a co ja bym zrobił gdyby ktoś kradł moje posty?!’.

Oczywiście wykorzystałbym to żeby zdobyć nowe linki do swoich stron. Jak? A tak:

Wiadomo, że w momencie gdy post z oryginalnego bloga zostaje skopiowany, to kopia wysyła pinga ze swoim adresem, który zapewne pojawi się na dashboardzie naszego bloga. Zakładamy, że na blogu-kopii ktoś używa zwykłej wtyczki do pobierania rssów. Wystarczy więc przygotować post z odpowiednią ilością linków prowadzących do naszych stron, opublikować go na oryginalnym blogu, następnie odwiedzić (i odświeżyć) blog-kopię, po czym skasować post z naszego bloga (bo po co on nam? :)

Na dzisiaj tyle, jako że najtrudniej napisać post po tak długim czasie, to cieszę się że mam to za sobą i w nagrodę zabieram za mojego nowego Pratchetta :)

WordPress na sqlite

Post z serii ułatwiania sobie życie.

Wśród braci pozycjonerskiej ostatnio furorę robią skrypty katalogów postawionych na bazie sqlite. Najważniejszą zaletą tych skryptów jest szybkość instalacji oraz łatwo generowany content (dzięki np. multi.safiro.eu możemy wygenerować sobie bazę pod własny WebMini czy EasyDir, ale to temat na inny post).

Czytaj dalej WordPress na sqlite